poniedziałek, 1 października 2012

Rozdział IX

Wychodząc z gabinetu dyrektora wydawało mi się, że był dziś jakiś dziwny. Składanie temu typowi raportu to bezsens, nieraz słucha uważnie, a innym razem wszystko już wie.. dziwny facet. Yukio i ja skierowaliśmy się w stronę schodów, po tym jak jego brat odłączył się od nas żaden z nas się nie odzywał.
-Koichi-kun?
-Huh?
Spojrzałem w stronę zamyślonego Yukio, wygląda na to że coś go dręczy..
-Masz trochę czasu?
-Wydaje mi się że tak, chyba Kita nie zrobi nic złego, jest za gorąco..
-Bo widzisz, nie chcę być wścibski ale chciałbym żebyś dokończył mi opowiadać, to co zacząłeś ostatnio..
-Racja, ostatnio przerwałem.. na czym skończyłem?
-Rok po śmierci Makudy-san..
-Ach.. tak.

~
Obudziłem się rano, serce o mało nie wyskoczyło mi z piersi..
-Kita-chan? Kita-chan!? Kita!!
-Huuh? dlaczego tak krzyczysz?
-Kita? Dlaczego śpisz na podłodze?
-Heeeę?
Spojrzałem na siostrę która zaspanym wzrokiem badał otoczenie. Jej wzrok zawisł na łóżku, na którym kładła się zeszłej nocy.
-Spadłam..
-Masz taki mocny sen?
-Nie no obudziłam się, ale nie chciało mi się wstać..
-Khe.. Kita-chan..
Spojrzałem na nią z politowaniem i zanim się obejrzałem dziewczyna znowu spała.. Cóż za dziwna osóbka. Wstałem z łóżka i dokładnie je pościeliłem, następnie podszedłem do łóżka Kity, złapałem siostrę pod nogi i głowę, po czym położyłem ją do łóżka.
-Ta dziewczyna naprawdę ma mocny sen..
Już miałem ją przykryć, ale zamiast tego z impetem runąłem na podłogę.. Złapałem się za nos i ze łzami w oczach spojrzałem na siostrę.
-Ki-..ta-chan..
Chciałem krzyknąć i walnąć ją z całej siły w nos, ale nie mogłem.. Jej słodka śpiąca twarz nie pozwoliła mi jej skrzywdzić, jak rodzice mogli ją tak zostawić.. Demon którym jest, to wszystko co na nią spadło.. Właśnie dlatego nie wolno łamać Boskich zasad.. Bezbronna, opuszczona i skrzywdzona przez życie dziewczynka, niczemu nie winna, cierpi za kaprys nieposłusznych istot.. Miałem szczęście, jak teraz o tym myślę żałuje że to ona nie odziedziczyła anielskiego genu.. Kiedy ja żyłem błogo jako anioł u boku ojca, ona przeżywała piekło będąc na ziemi.
-Koichi nadszedł czas, żebyś przejął odpowiedzialność na swoje barki. Wiesz o czym mówię prawda synu?
-Tak.
-Jesteś już w takim wieku, w którym rozumiesz sprawy ziemskiego świata. Oglądałeś zmagania ludzi i wiesz że nie wolno ufać każdemu, oglądałeś poczynania demonów, którym udało się uciec z Gehenny, a co najważniejsze obserwowałeś siostrę.. Wiesz że jest demonem i wiesz że nie możesz dopuścić do tego, żeby szatan ją zabrał i zrobił z niej swojej zabawki od czarnej roboty.
-Rozumiem, nie dopuszczę do tego żeby Kita podzieliła los matki.
-Cieszę się Koichi, że jesteś moim synem. Strzeż ją i nie pozwól jej skrzywdzić.. Opiekuj się nią tak, jakbym to ja się nią opiekował.
-Ojcze..
-Idź Koichi, uratuj ją.
-Tak, żegnaj tato..
-Do zobaczenia synu.
-Obiecuję ojcze że obronie ją lepiej niż ty byś to zrobił..
Podniosłem wzrok żeby zobaczyć jej śpiącą twarz.
-Kita? Kita!
Wskoczyłem na łóżko na którym jeszcze chwile temu leżała. Rozglądałem się po całym pokoju, gdzie ona znowu zniknęła? Okno było otwarte, ale wątpię żeby w takim stanie nim wyszłam.. Usłyszałem ciche chrapnięcie i spojrzałem w dół i moim oczom ukazała się ta mała niedobrota.. Uśmiechnąłem się do siebie i z politowaniem spojrzałem na jej bladą twarzyczkę.
-Naprawdę masz niespokojny sen Kita..
Po zjedzeniu śniadania oboje wyruszyliśmy w drogę. Biorąc pod uwagę fakt, że Kita uwolniła swoje demoniczne moce, nie możemy zostać w jednym miejscu zbyt długo. Mimo ciągłych przeprowadzek i mieniania otoczenia, jej twarz wciąż była roześmiana, a ona sama buchała optymizmem. Jej upór i determinacja skłaniała ją do trenowania w dzień i w nocy, każdą wolną chwile poświęcała na trening. Często chciała żebym był jej przeciwnikiem, nie miała ze mną najmniejszych szans dlatego zawsze dawałem jej fory. Zadowolenie na jej twarzy było zapłatą za życie na ziemi, to miejsce jest prymitywne wszystko co mnie otacza było zwykłe i zdawało się być szare.
-Zatrzymamy się tutaj.
-Hęę?! Przecież to strasznie droga okolica..
-To źle?
-Nie mamy pieniędzy żeby się tu zatrzymać..
-Czy powiedziałem że będziemy spać w którymś z apartamentów?
-Huh? To gdzie chcesz spać?
-Zobaczysz.
Weszliśmy tylnym wejściem, łączącym syp z kuchnią.. Przy drzwiach do kuchni stał wysoki mężczyzna z kozią bródką. Kazałem Kicie wyjść zaczekać, a sam zająłem się negocjacjami.
-Więc chcesz w zamian za pomoc przy sprzątaniu pokój z łóżkiem..
-Tak.
-Ile masz lat?
-Trzynaście.
-A twoja towarzyszka?
-Siostra, ma dziesięć lat.
-Rozumiem, myślisz że jesteś w stanie pomóc przy zmywaku? Dosięgniesz w ogóle do zlewu?
-Jak pan już zauważył nie należę do niskich ludzi, po za tym mam doświadczenie.
-Rozumiem, w takim razie może spróbujesz, jeżeli uda ci się mnie przekonać dorzucę wam posiłki.
-W porządku, udowodnię panu.
Spojrzałem za siebie i dałem Kicie znak żeby usiadła i chwilę poczekała. Sądząc po jej wyrazie twarzy nie była zadowolona, wydęła usta mrużąc przy tym oczy, założyła ręce na piersi i opierając się o ścianę zjechała na podłogę. Uśmiechnąłem się do niej ciepło i wszedłem za Fukao-samą, do kuchni gdzie czekał mnie test. Musiałem w jak najkrótszym czasie zmyć cały zlew naczyń, pozmiatać podłogę i poustawiać naczynia tam gdzie ich miejsce. Udało mi się, jednak nie wystarczyło.. Fukao-sama był pod wrażeniem i chciał zatrudnić mnie na stałe, jednak nie mogłem przyjąć oferty. Spojrzałem w kierunku drzwi i pytając szefa kuchni gdzie jest pokój w którym mam zamieszkać wraz z Kitą, wskazał mi drogę, od razu jak wyszliśmy z kuchni.
-Kita-chan chodź.
Nic nie usłyszałem, idąc przed siebie nie spojrzałem nawet czy siostra za mną idzie.
-Eem...
-Słucham..
-Twoja siostra zniknęła.
-Co?!
Odwróciłem się i nerwowo oglądałem pomieszczenie, po Kicie nie było śladu. Przebiegłem przez korytarz, zaglądając w każde pomieszczenie. Nic nie mówiąc wybiegłem z budynku, zostawiając pana Fukao samego. Na mojej twarzy pojawiły się zimne krople, które coraz bardziej mnie moczyły. Spojrzałem w niebo, z ciemnych chmur które zebrały się nad całą okolicą, zaczął padać deszcz.
-Gdzie ta głupia mała..
Gwałtownie się zatrzymałem, trudno było coś dostrzec przez szybko spadające kropli. Drobna mżawka przerodziła się w potworną ulewę. Patrząc przed siebie widziałem jednak Kite, która trzymając patyk w ręku, wymachiwała nim jak mieczem. Nie szło jej to za dobrze, co i raz kij wypadał jej z rąk. Jej drobna, anemiczna postura w ogóle nie pasowała do trzymanego w jej rękach kija. Nie przypominała ona wojownika, a tym bardziej demona.. Przypominała małą, drobną, niewinną i słabą dziewczynkę. Przez myśl przeszło mnie wspomnienie nocy, tej nocy w której Kita przerodziła się w bestie. Śmierć jej przyjaciółki musiała być dla niej piekłem, sama jej strata wyryła się zapewne na jej sercu. Nie chce by stała się potworem, ale nie chce też by jej serce pochłonęła nienawiść.. Wziąłem głęboki oddech i z uśmiechem na ustach, zacząłem wspinać się na pagórek, na którym Kita odstawiała cyrki z kijem. W połowie drogi, zatrzymałem się i zdałem sobie sprawę, że ona wcale nie potrzebuje mojej pomocy. Z każdą kolejną próbą szło jej coraz lepiej, kij gładko przecinał powietrze, prawie nie wypadając jej z ręki. Usiadłem pod jednym z drzew, żeby deszcze nie zmoczył mnie bardziej i przyglądałem się siostrze. Jakieś dwie godziny później Kita odrzuciła kij i wzdychając upadła na kolana. Deszcz nie przestawał lać, wstając z mokrej ziemi poszedłem do Kity. Stając za nią, położyłem jej rękę na głowie i lekko się uśmiechnąłem.
-Kita-chan?
-Huh?
-Dlaczego odchodzisz nic mi nie mówiąc?!
-No bo widzisz... Phehe-he..
Wracając do lokum, w którym mieliśmy na razie zamieszkać, zauważyłem że ręce kity są pościerane, a na dłoniach widnieją odciski i pęcherze. Musiała ćwiczyć już wcześniej, biorąc pod uwagę odciski, które wyglądały na dość świeże i pęcherze, które są lekko przesuszone mogłem wywnioskować że Kita ćwiczy regularnie od dłuższego czasu. Ile w tej małej istocie jest determinacji..
Z dnia na dzień przenosiliśmy się z miejsca na miejsce, z miasta do miasta.. Byliśmy w dość niewygodnym położeniu, niemoc która mnie ogarniała i coraz większa złość, sprawiały że zacząłem atakować Kite. Nie wiedziałem czy mogę jej ufać, co i raz gdzieś znikała, po za tym to przez nią jestem teraz na ziemi. Dlaczego ojcu tak na niej zależy, jest uporczywa, nieznośna i niezależna. W ogóle mnie nie słucha, mało tego robi co jej się podoba, pozwala się bić broniąc jakieś bezpańskie kundle i rani się ratując inne nic nie warte zwierzęta.. Może to i szlachetne i dobre, ale nie może pozwolić na to by nienawiść zawładnęła jej umysłem.. Do głowy przychodziły mi myśli, których nigdy nie powinienem mieć.. Chciałem żeby wreszcie się nam nie udało, żeby jakiś demon zabrał Kite do gehenny, wtedy ja mógłbym wrócić do ojca.. Szybko jednak odpychałem te myśli od siebie, w końcu obiecałem ojcu że zrobię wszystko co w mojej mocy by ją obronić. Dojeżdżaliśmy właśnie do małego miasteczka które otoczone było wielkim lasem. Ekscytacja którą emanowała Kita, była bardzo irytująca, nie wiedziałem z czego ona się tak cieszy.. Wychodząc, a raczej wymykając się z wagonu bagażowego, poszliśmy w kierunku domu wskazanego nam przez pasterza, u którego mieszkaliśmy poprzednio.
~
-Kiedy już tam dojedziecie pójdźcie do mojej siostry, zadzwoniłem do niej, powiedziała że z chęcią was ugości.
-Dziękujemy, jestem panu wdzięczny.
-Nie nie, chłopcze.. To ja jestem wdzięczny tobie, twoje przybycie było dla mnie wielkim darem.
-Nie ma za co. Bardzo przepraszam za siostrę nie chciała doprowadzić do pożaru, jestem pewny że nie chciała także doprowadzić do rozpadu stodoły, dziury w dachu i.. wielu.. innych rzeczy.
-Hehe! Nic nie szkodzi, w końcu pomogłeś mi i naprawiłeś wszystkie te rzeczy! Teraz są w znacznie lepszym stanie! Tylko uważaj z tym małym diabłem u mojej siostry, ona nie jest taka pobłażliwa jak ja.
-Zapewniam że Kita nic tam nie narobi, ja tego dopilnuje..
-Jestem pewny że ci się uda! Jesteś wspaniałym młodym człowiekiem!
-Dziękuje za miłe słowa i za gościnę..
-Nie ma za co chłopcze. Powodzenia!
~
-Witajcie! Ty musisz być Koichi, a twoja mała towarzyszka to pewnie Kita.
-Dzień dobry, tak to moja młodsza siostra.
-Wiem, wiem.. Wchodźcie, rozgośćcie się.
Trzymając siostrę za nadgarstek wciągnąłem ją do środka. Nie mogę pozwolić by zrobiła coś głupiego.. W salonie do którego wprowadziła nas pani Yoku, stała dziewczynka trochę wyższa od Kity.
-Poznajcie, to moja córka Tai, Tai to Koichi-kun i Kita-chan.
-Miło mi was poznać.
Dziewczynka skłoniła się, po czym patrzyła na nas roześmianym wzrokiem. W jej postawie widać było, że cieszy się z naszego przyjazdu. Nie puszczając ręki siostry, skłoniłem się wyrażając tym samym szacunek do Tai. Niestety ale Kita nie była już tak uprzejma, obdarzyłem ją pełnym niechęci spojrzeniem i pokręciłem głową.
-Mój mąż jest w pracy, niedługo wróci, jestem pewna że ucieszy się na wasz widok.
-Dziękujemy za gościnę.
-Ależ nie ma za co chłopcze, chodźcie pokaże wam wasze pokoje.
Ciągnąc siostrę za sobą, szedłem za Yoku-san na górę. Kobieta otworzyła jedne z drzwi, po czym zaprosiła nas do środka.
-To wasz pokój, są tu dwa łóżka, macie komputer i kilka gier. Nie wiem jaką muzykę lubicie, ale razem z Tai kupiłyśmy kilka płyt, możecie ich sobie słuchać. Na parapecie położyłam dla was ubrania na zmianę, są nowo kupione więc możecie śmiało je założyć, należą do was. Nie byłam też pewna czy lubicie czytać, ale postawiłam wam na półce kilka książek. W szafie jest dla was piżama i trochę innych rzeczy. Na łóżku położyłam dla was ręczniki i gąbki, żebyście mogli się odświeżyć po podróży.
-Dziękujemy.
-Nie ma za co naprawdę, mam nadzieje że wam się u nas spodoba i zostaniecie na dłużej. W biurkach macie książki szkolne, jeżeli chcielibyście zostać na dłużej moglibyście iść do szkoły. No ale zajmijmy się teraźniejszością, nie uprzedzajmy faktów. Za godzinę będzie kolacja, zrobiłam pieczeń, po kolacji zazwyczaj zjadamy jakiś drobny deser, więc kupiłam trochę truskawek i ciasto waniliowo-pistacjowe. Mam nadzieje że nie macie na nic uczulenia i lubicie takie jedzenie.
-Oczywiście, bardzo dziękujemy.
-Ależ nie ma za co chłopcze, mam nadzieje że będzie wam u nas dobrze. Odświeżcie się i odpocznijcie, a ja pójdę zrobić kolacje.
-Dobrze.
Kiedy kobieta wyszła z pokoju, zapalając przy tym światło i zamykając drzwi Kita od razu rzuciła się na łóżko.
-Raany.. ale z ciebie sztywniak.
-Nie jestem sztywny, to ty jesteś niewychowana.
-Mhymmm.. Ciekawe czemu?
-Nie bądź ironiczna Kita.
-Ja no skąd..
-Wiesz co, minęło tyle czasu a ty wciąż nie wydoroślałaś.
-Phyy.. Też mi dorosły się znalazł..
-Musze być odpowiedzialny za ciebie.
-Jestem odpowiedzialna!
-Dałaś pokaz odpowiedzialności u pana Hami.
-To były przypadki.
-Ledwo trzy dni, a posiadłość stała się ruiną.
-Daj mi spokój..
Kita posłała mi mordercze spojrzenie i wchodząc pod kołdrę, zrobiła naburmuszoną minę. Nie mogłem uwierzyć że była taka dumna.. Westchnąłem i zdjąłem z siebie kurtkę, położyłem plecak na łóżku i poszedłem w stronę łazienki. Wziąłem szybki prysznic i ubrałem się z powrotem w swoje stare ubrania. Wychodząc z łazienki wpadłem prosto na Kite, która siedziała pod drzwiami i czekając na swoją kolej zasnęła. Zmierzyłem ją chłodnym spojrzeniem po czym zszedłem na dół. W jadalni Tai przygotowywała już stół do kolacji, a pani Hami krzątała się w kuchni.
-Koichi-kun?
-Pomogę ci.
-Gdzie Kita-chan?
-Jest w łazience.
-Rozumiem.
Dziewczynka ciepło się do mnie uśmiechnęła, nie mogłem uwierzyć że skłamałem. Nie wiedziałem dlaczego skłamałem, szczerze mówiąc Kita zaczęła być mi obojętna. Razem z Tai nakryliśmy stół, kiedy skończyliśmy do domu wszedł mąż pani Hami.
-Witaj kochanie.
-Tatuś!
-Cześć złotko.
Stałem w jadalni i czekałem na spotkanie z panem domu, kiedy wszedł uśmiechnął się szeroko i wyciągnął rękę w moją stronę.
-Czyżby to Koichi? Witaj jestem Abe Jun, ale możesz mi mówić Jun.
-Oczywiście, miło mi cię poznać.
-Jesteś sam? Myślałem że będzie z tobą jakaś małą dziewczynka.
-Tak jest, moja siostra/
-Więc, gdzie ona jest?
-W łazience.
Jun uśmiechnął się tylko i poszedł do kuchni przywitać się ze swoją żoną. Spojrzałem na schody, Kita chyba nadal śpi.. To nic, przynajmniej kolacja będzie spokojna. Pani Hami i Tai podały do stołu, kiedy wszyscy usiedliśmy poczułem ciepło jakim obdarowywała się ta rodzina.
-Kita nie zejdzie na kolacje?
-Nie wiem, pewnie nie.
-No nic, w takim razie możemy zacząć jeść. Smacznego.
-Smacznego!
Podczas posiłku, poruszone było wiele tematów. Ojciec pytał córkę jak w szkole, matka ojca jak w pracy, a Tai dorzucała od siebie swoje trzy grosze. W końcu Jun spojrzał na mnie i zaczęły się pytania.
-Więc ile masz lat, młody człowieku?
-Szesnaście.
-A twoja siostra?
-Trzynaście.
-Świetnie, skąd jesteście?
-Kochanie nie ładnie tak wypytywać.. Przecież wiesz że to sieroty, nie mają domu..
Ostatnie zdanie wypowiedziała tak cicho, że ledwie je usłyszałem. Nie był to dla mnie drażliwy temat, miałem dom, to Kita go nie miała.
-Więc jak ci się u nas mieszka?
-Tato.. Dopiero tu przyjechali..
-Racja, racja..
-Powiedz Koichi, z twoją siostrą jest wszystko w porządku?
-Właśnie.. Ani razu się nie odezwała, no i a kolacja..
-Przestańcie go tak wypytywać, skoro nie zeszła znaczy że nie miała ochoty jeść.
Spojrzałem na Tai, która posłała mi ciepły uśmiech. Do końca kolacji rozmawialiśmy już na nic nie znaczące tematy, programy telewizyjne, nowe telefony i inne bzdury..
-Dziękuje za kolacje była pyszna.
Wstałem od stołu i pokłoniłem się, po czym usłyszałem przyjazny głos Tai.
-O Kita-chan, zeszłaś.
Odwróciłem się w stronę schodów, na których stała siostra. Jedną ręką opierała się o ścianę, a drugą trzymała swoją spódniczkę. Patrzyła na mnie z wyrzutem, kiedy Tai znowu zaczęła do niej mówić, jej wzrok powędrował na nią.
-Chyba nie jesteś głodna prawda? Wiesz wszystko już zjedzone.
-Jestem pewna że było paskudne.. Czuje przypalone grzybki mun i woń starych warzyw.
Całą rodzina spojrzała na Kite, pani Hami nie mogła uwierzyć własnym uszom, Tai wryło w podłogę, a Jun zaczął pocieszać żonę. Westchnąłem głęboko i pokręciłem głową, głupia Kita.. Przeprosiłem rodzinę za nieuprzejmość siostry i ruszyłem za nią do pokoju. Byłem wściekły, nie dość że dają nam dom i jedzenie za darmo to ten mały diabeł jeszcze wybrzydza..
-Co to miało być?!
-Co?
-Gówno! Co ty sobie do cholery myślisz?
Podszedłem do siostry i złapałem ją za koszulkę, w tej samej chwili Kita wbiła w moja rękę swoje ostre zęby. Zanim się spostrzegłem siostra kopnęła mnie pod kolana, przez co wylądowałem na ziemi. Trzymając mnie kurczowo za włosy, siostra schyliła się tak nisko, że stykaliśmy się nosami.
-Jeszcze raz podnieś na mnie rękę a zabiję cie..
-Puszczaj!
Pchnąłem siostrę, która upadła, uderzając tym samym głową o szafkę nocną. Nie musiałem długo czekać na jej reakcje. Rozwścieczona Kita rzuciła się w moją stronę z zębami i swoimi długimi paznokciami. Szamotaliśmy się po całej podłodze co i raz zwalając coś z półek, czy biurka. W kiedy drzwi do pokoju się otworzyły, Kita celnym i silnym ciosem uderzyła mnie w nos.
-Matko Boska! Dziecko zejdź z niego!
-Puszczaj go ty mała!
Kita szarpała się, próbując uwolnić swoje wiszące w powietrzy ciało z rąk pana Jun'a. Wymachując rękami kilka razy uderzyła go w twarz, po czym ugryzła go tak samo jak mnie przed chwilą. Usłyszałem jego cichy jęk, oraz ciche słowa siostry "Nie pójdę do piwnicy!"..
-Koichi nic ci nie jest?
-Nie, wszystko w porządku.
Uśmiechnąłem się ciepło do Tai, która razem z panią Hami pomogły mi wstać. Kita, która przed sekundą wisiała nad ziemią, teraz pewnie stała na nagach.
-Ty, chodź z nami.. A ty mały demonie zostajesz tutaj!
Wściekła Kita, na dźwięk słowa "demon", z impetem tupnęła noga i pokazała Jun'owi język. Wychodząc z pokoju, kątem oka dostrzegłem jej niezadowoloną, a zarazem trochę przygnębioną minę.
-Jezu, chłopcze co ona ci zrobiła..
-To nic..
-Nie musiałeś się z nią bić, wiem że moja kuchnie nie jest aż tak perfekcyjna..
-Nie, było pyszne naprawdę.
Ciepły uśmiech pani Hami, wynagradzał wszystko. Kiedy Tai wraz z mamą skończyły opatrywać moje rany wróciłem do pokoju. Kita, leżała już w łóżku, kątem oka dostrzegłem kawałek papieru na jej głowie, który był przyklejony taśmą. Wygląda na to że w momencie uderzenia o szafkę, rozwaliła sobie głowę.. Dobrze jej tak, mogła nie zaczynać.. Kolejne dni mijały na ciągłych kłótniach, Kita nie dawała za wygraną i wciąż sprawiała kłopoty. Bójki z Tai, kłótnie z panią Hami i "przypadkowe" usterki domu, wyrywanie kwiatów i rozwalanie wszystkiego wokół.. Czułem że atmosfera robi się coraz bardziej napięta..
-Ty kretynko! Zeżarłaś wszystkie truskawki!
-Ssij..
-Głupia! Oddawaj te truskawki!
-Nie.
Patrzyłem jak Kita drażni Tai, biorąc pod uwagę demoniczne cechy siostry, Tai nie miała żadnych szans.
-Oddaj jej te truskawki..
-Koichi-kun.. Słyszałaś oddawaj!
Kita zmierzyła mnie zimnych wzrokiem, uśmiechnęła się szyderczo po czym wsypała do gardła miskę truskawek. Cisnęła miską w Tai i wyszła z kuchni, trącając mnie barkiem. Chciałem już wejść do kuchni, kiedy poczułem mocne szarpniecie.
-Czego ty chcesz?!
-Koichi.. Powinniśmy się stąd wynosić..
-Mi tu dobrze.
-Rozumiem cię, ale nie możemy zostać tu już dłużej.. i tak zostaliśmy tu za długo.
-Nie.
-Koichi! Ocknij się, tu nie chodzi o nas.. Co jeśli jakiś demon skrzywdzi któreś z nich..
-Posłuchaj! Od kiedy się nimi interesujesz co?! Chcesz chronić tylko swoją dupę, nie obchodzi cię nikt inny tylko ty, ty i ty. Może powinnaś otworzyć oczy i zwrócić uwagę na to co dzieje się za orbitą czubka twojego nosa! Idź, no już.. Nie bronie ci, słyszysz?! Wynocha, już Wypierdalaj!
Pchnąłem siostrę w kierunku drzwi, straciłem nad sobą panowanie. Byłem dla niej miły i trzymałem nerwy na wodzy, ale czułem, że przyszedł kres trzymania nerwów na wodzy..
-Wiesz co Koichi.. Nie chce słyszeć takich słów od ciebie..
Spojrzałem na obarczające mnie winą spojrzenie siostry, uśmiechnąłem się do niej radośnie. Jednym ruchem cisnąłem w jej stronę buty, w których trzymała kagamihari.
-Masz już chyba wszystko co powinnaś zabrać prawda? Wyjdź.
-Jasne.. Dzięki.
Kita zmierzyła mnie swoimi pełnymi złości oczami, a zaraz potem wyszła z domu.
-Wszystko w porządku Koichi-kun?
-T-Tak.
-Tak będzie lepiej dla wszystkich.. Ona była.. Była tylko przeszkodą.
-Wiem..
Poczułem się podle, ale czułem jakby z moich barków ktoś zdjął kilka ton.. Spojrzałem na tulącą mnie Tai, była mi bardzo bliska.. Bliższa niż Kita, dlatego patrząc na jej uśmiech od razu przestałem przejmować się Kitą. Oboje weszliśmy do kuchni, zaraz po tym jak pomogłem dziewczynie zbierać z podłogi resztki miski, w której niedawno były truskawki, do domu weszła jej matka.
-Dzień dobry!
-Cześć mamo!
-Dzień dobry pani Hami.
-A co tu się stało?
-Ta głupia Kita.. Zjadła wszystkie truskawki, a potem rzuciła mnie miską.. Kretynka..
-Kita? Widziałam ją, wyglądała na wściekłą.. Gdzie ona poszła?
-Nie wiem, ale na pewno tu nie wróci.
-Rozumiem.. A właśnie..
-Huh?
-W związku z tym, że kończy się lato zaprosiła kilku gości, zrobimy sobie ognisko w ogródku.
-Świetnie!
-Ognisko?
-Tak Koichi, zawsze pod koniec lata urządzamy ognisko, no wiesz to taka jakby tradycja..
-W ten sposób żegnamy lato, no i ciepło rzecz jasna.
-Rozumiem.
Patrzyłem na kobiety ze zdumieniem, jeszcze nigdy nie widziałem żeby ktoś aż tak bardzo przejmował się ogniskiem.. W ogóle nie widziałem żeby ktoś przejmował się tak czymkolwiek.. Resztę dnia spędziliśmy na przygotowywaniu ogniska, mieszkałem w tym domu zaledwie tydzień a mam wrażenie jakbym mieszkał tu kilka lat. Przez odejście Kity wszystko się zmieniło, mimo że odeszła zaledwie kilka godzin temu. Nikt nie szeptał i nie chował się po kontach, nikt nie chował truskawek i słodyczy. Od rana nic się nie zepsuło, oprócz miski, którą Kita cisnęła w Tai. Mógłbym przyzwyczaić się do takiego życia.. życia bez Kity. Nagle poczułem się wolny, teraz nie miałem żadnego celu..
-Koichi-kun?
-Huh?
-Coś się stało?
-Nie, dlaczego miałoby się coś stać?
-Wyglądasz na zmartwionego.. To przez Kite prawda?
-N-Nie.. Nie martwie się, a już na pewno nie o nią.
-Wiesz co.. Pokaże ci coś!
Nagle Tai pociągnęła mnie za nadgarstek i zaprowadziła w stronę starej szopy. Było już ciemno, więc widoczność była ograniczona.. Nagle poczułem woń siana, a zaraz potem na nie runąłem.
-Hej!
-Cii..
Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, ciepłe i miękkie usta Tai spoczywały na moich. Nie opierałem się jej zbyt długo, w sumie to była calkiem fajna.. Nie spostrzegłem kiedy, ale Tai zdjęła ze mnie koszule.. Dziewczyna nie pozostawała w tyle, światło księżyca które wpadało przez szpary między deskami. Tai była coraz bardziej natarczywa, nie powiem żeby mi to jakoś przeszkadzało.. W pewnym momencie usłyszałem cichy charkot..
-Słyszałąś to?
Dziewczyna nawet nie reagowała, co trochę mnie podirytowało.
-Słyszałaś?!
-To pewnie mama rozpala ognisko..
-Nie to coś jak..
Nagle poczułem okropny ból i zanim się obejrzałem przeleciałem przez drzwi szopy..
-Aaaaaaa!
Czułem jak z mojej głowy ulewa się krew i zaczyna straszliwe pulsowałać. Przerażający krzyk Tai, wywołał z domu jejrodziców którzy również zaczeli krzyczeć. Podniosłem wzrok a moim oczom ukazał się ogromny demon, przypominający laleczkę chucky.. Zanim zdążyłęm cokolwiek zrobić stwór cisnął mną w stronę Tai, która stał już obok swojej matki. Nie mogłem się ruszać, najgorsze w tym wszystkim było to że nie miałem przy sobie włuczni..
-Koichi-kun.. Koichi!
-Wszystko w porządku..
-Napewno nie..
Nagle z domu wyleciał Jun ze strzelbą, nie zważając na moje krzyki strzelił demonowi prosto w łeb. Otumaniony potwór upadł na ziemie wyjąc jak kundel. Jun oddał jeszcze kilka strzałów, aż wkońcu demon zamilkł.
-W-Wygrałem? Wygrałem.. Kochanie widziałaś? Pokonałem go!
-Juuun!
Mężczyzna nie był w stanie nic zrobić.. Jednym ruchem demon wyrwał głowę, po czym cisnął bezwłasnym ciałem w naszą stronę. Złapałem Tai i razem unikneliśmy ciosu.. Matka dziewczyny zemdlała i bezwłądnie osuneła się na ziemie.
-Koichi! Umrzemy..Umrzemy do cholery! Co do ma do diabła być?!
-Nie wspominałbym teraz o diable..
Nie byłęm wstanie nic zrobić, moje nogi odmawiały mi posłuszeństwa.. Czułęm jak moje ciało sztywnieje, zdawać by się mogło że w pzurach tego śmiecia jest jakąś trucizna.. Niech to szlag! Potwór zawył po czym rzucił się w naszą stronę..
-Koichi!!
Zasłoniłem Tai własnym ciałem, zamknąłem mocno oczy i czekałem na śmierć. Po chwili otworzyłem je a moim oczą ukazała się smukła sylwetka siostry. Która odbijając się od ziemi kopnęła stwora w pysk.
-Kita..
Siostra zmierzyła naszą dwójkę wzrokiem, który mówił "chyba żartujesz" i odwróciła się w stronę demona.
-Nie ma mnie zaledwie kilak godzin, a ty dobierasz się jej do majtek..
-Khee.. Kita-chan..
-Nie "Kita-chan", tylko tak! Przecież ona na czole ma wypisane "WSZALNIA"!
Kita wykonała gest, tworząc z rąk coś na kształt tabliczki, przykłądając go sobie do czoła. Nagle Kita wyjęła z butów kagamihari, łącząc je tworząc długi ostry miecz. Fioletowy płomień buchnał z jej ciała, przez co siostra przybrała pełny wygląd demona.
-Co jak co, ale mojego brata bić nie będziesz!
Silnym pchnięciem odbiła się od ziemi, chwilę później już cieła demona mieczem.
-Uważaj na jego łapy, to coś w rodzaju trucizny!
-Trucizna mówisz.. Fajnie wiecieć, nie powiem przydatna informacja.
-Kita-chan..
Nie mogłem uwierzyć w to, że nawet podczas tak poważnej sytuacji ona nadal była skora do żartów. Szybkie i płynne cięcia, sprawiły że demon nie był w stanie się poruszać.. Kita była dla niego zbyt szybka, a ciosy jakie zadawał były zbyt precyzyjne i silne żeby mógł wykonać jakikolwiek ruch. Nagle Kita wskoczyła na kark demona i jednym celnym ciosem, wbiła miecz w jego głowe. Fioletowe płomienie trysnęły z czaszki demona, a on sam zamienił się w proch. Rozdzielając i chowając kagamihari, Kita podeszła do mnie i podała mi rękę. Z moimi nogami było juz znacznie lepiej chociaż wciąż niemiłosiernie mnie bolały, tak samo jak głowa.. Spojrzałem na siotre która mnie potrzymywala, na jej szyji widniały ślady pazurów.
-Nic ci nie jest? Zadrapał cię..
-Nie. Myśle że on nie miał w sobie żadnej tucizny..
-Więc czemu ja..
-Obsrałeś się... To normalne jak jest się dupkiem.
Odwróciłem wzrok i nagle przypomniłem sobie jak ja potraktowałem tego ranka. Poczułem się podle, cała moja nienawiść którą do tej pory odczuwałem w stosunku do niej minęła.. Ponownie spojrzałem na siostre która rozglądła się wokoło.
-Wybacz..
-Nie szkodzi..
-Co z nimi zrobimy?
-Nie wiem, gdybyś mnie posuchał nie byłoby problemu. Mówiłam że musimy się stąd wynosić, to ty nieee..
-Było mi dobrze więc chciałem tu zostać.. To wszystko..
-Jeżeli brakuje ci miłości to wróć do ojca, teraz już sobie poradze.
-Nie.. Nie mógłbym teraz spojrzeć mu w oczy. Wybacz Kita, zostawiłęm cię, a gdyby tego było mało jeszcze zacząłem ci ubliżać.. Nie wiem co we mnie wstąpiło.
-Nic, po prostu jesteś ciotą, ot cały problem.
-K-Kita-chan..
-No już trzeba się tym zająć.. Możesz stanąć o własnych siłach?
-Chyba tak..
-To dobrze bo napieprza mnie ramie..
-Jesteś podła..
-Po prostu szczera..
Patrzyłem jak Kita próbuje rozbudzić panią Hami.. Jej smutna mina mówiła wszystko..
-Nie żyje?
-Taa.. to już flak.. A z tą?
Przyglądałem się jak siostra spradza puls Tai..
-Ta obsrana, lecz żywa.
-Co robimy?
-Miało być ognisko nie? To zrobimy ognisko..
-Zgłupaiałaś?
Kita przeskoczyła przez martwe ciało pani domu i zza ganka wyciągnęła butelkę benzyny, którą podsyca się ogień. Oblała małżeństwo, ziemi i kawałek domu. Przeciągnęła ciało pani Hami i Jun'a tak by leżały oboj siebie i splotła ich martwe ręce.
-Niestety nie wiem gdzie głowa tego typka..
-Demon ją zeżarł..
-Białko dobra rzecz..
-Kita..
-Wybacz, nawyk.
Nagle Kita znowu wyciągneła kagamihari.
-Po co ci to?
-A czym mam to podpalić? Pizd..
-Kita!
Siostra pokręciła tylko głową, po czym złączyła stylety w jeden wieli miecz, fioletowy płomień buchnął podpalając tym samym wszystko wogół.
-A co z nią?
-Nie wiem wydaje się że to twoja panna..
-Nie..
-Skoro tak sprawy się mają to pozostaje nam tylko jedno.
Kita podeszła do miesca w którym było rozłożone palenisko i zabrała z ziemi jeden z kamieni.
-Zaraz co ty chcesz zrobić? Kita..
Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzić, Kita już z impetem uderzyła kamieniem w czaszkę dziewczyny..
-Co ty do cholery robisz?! Chcesz ją zabić huh!?
-Nie, uderzyłam ją, bo pod wpływem silnego uderzenia traci się pamięć nie? No coś ty nigdy filmu nie ogladałeś?
-Kita-chan..
-No dalej zmywajmy się stąd, goście się zaraz będą zbierać..
Ostatni raz spojrzałem na sibie, żegnając przy tym jedyne miejsce w którym było mi dobrze, odkąd przybyłem na ziemie.
-A tak w ogóle to czemu myślisz że Tai miała wszy?
-No wiesz, ona ma czternaście lat.. Jeżeli chciałą ci dać, to znaczy że ją piczka swędzi.. A jak coś swędzi to wszy, proste i logiczne.
-Czasami boje się tego co roi się w twojej głowie..
-To dobrze bo przed nami jeszcze długie lata razem.. Musze mieć przecież jakąś tajną broń!
-Skończ już.. Dość tego straszenia.
Siostra uwiesiła się mi na szyji i nie zważając na ból mój, jak i swój maszerowała tak ze mną przez dłuższy czas.
~
-Potem już wszystko wróciło do normy, podróżowaliśmy, Później już razem walczyliśmy z demonami, nie było ich za wiele, ale zdarzały się.
-Skoro walczyłeś z demonami, to znaczy że odzyskałeś włucznie prawda?
-Tak, Kita zabrała ją z domu zaraz przed tym jak zaczęła walczyć potworem.
-Rozumiem.
-Zraniłem ją wtedy, obiecałem sobie że to już się więcej nie powtórzy.. Ta cała sytuacja zupełnie mnie odmieniła.. Zamiast zazdrościć innym rutyny codzienności, cieszyłem się z tego co miałem, a miałem i nadal mam wspaniałą siostre. Jestem pewny, że ona nadal pamięta słowa które z taką lekkością przesżły mi przez usta, mam jednak nadzieje że naprawdę mi je wybaczyła. Nie chciałem jej zranić..
-Od początku nie było jej łatwo..
-Tak..
-Teraz jest inaczej, widzę jak się uśmiecha i wiem że jest ci wdzięczna. Bronisz jej jak nikt inny, więc jestem pewien, że kocha cię tak samo mocno jak ty ją.
-Heh.. Rozklejasz się Yukio-kun.
-Masz racje.. Widzimy się jutro.
-Jasne. 
Podałem młodszemu Okumurze rękę na pożegnanie, ten podziękował mi za dokończenie opowieści i każdy z nas ruszył w swoją stronę. 
-Mam nadzieje że Kita nie zrobiła niczego głupiego.
Dochodziłem do swojego pokoju, otworzyłem drzwi i zapaliłem światło. Ku mojemu zdziwieniu wszystko stało na swoim miejscu. Na moim łóżku leżała siatka pocky, którą najwyraźniej Kita zostawiła rano..
-Pewnie poszła do siebie, w końcu była wykończona.. 
Wziąłem szybki prysznic i położyłem się do łóżka.
-Dobranoc.. Kita-chan.
___________________________________________________________
ごめなさい!<3 jest mi naprawdę bardzo przykro że rozdział pojawił się tak późno, ale wyjechałam. Niestety ale w niedziele znowu wyjeżdżam, więc będę jakoś przed 30, ale nie wiem kiedy w 100 %. Postaram się jutro napisać rozdział X ale nic nie obiecuje.. Obecny rozdział może być kiepski, ale posanowiłam go dokończyć, ponieważ zaczęłam go pisać szmat czasu temu! :O No więc podsumowując, wybaczcie mi i spróbuje napisać jakiś rozdział przed wyjazdem. Kocham was びぇびぇ~ <tak wiem rozdział badziewny </3 >

Rozdział VIII

-Koichiiiii!
-Idź już!
-Nie chceeee!!
-Budziłem cię rano, kiedy jeszcze było chłodno.. Odpowiedziałaś "Koichi-oniichan.. pójdę jak wstanę, obiecuje.."
-Naprawdę tak powiedziałam? Musiałam bełkotać przez sen..
-Kita..
-Raaany, ależ ty jesteś upierdliwy.
Wstałam z kamiennego parapetu, na którym leżałam od samego rana.. Podeszłam do wiatraka i rozdziawiłam usta..
-Co robisz?
-Chłodzę się..
-Kita!
Poczułam uścisk w okolicach bioder i zanim się obejrzałam leżałam już na korytarzu.. Koichi stał w drzwiach uśmiechnięty i rzucił mi na głowę listę zakupów. 
-Idź prosto do sklepu i wracaj szybko..
-Mhym..
Ociężale wstałam na nogi i ziewnęłam. Dlaczego jest tak cholernie gorąco? Wzięłam głęboki oddech i zarzuciłam włosy do tyłu, zatrzymując rękę na czole. 
-Proszę Kita-chan, wiem że potrafisz.
Poczułam jak ciepła ręka Koichi'ego mierzwi mi włosy. Nagle zrobiło mi się ciepło w twarz i zanim się obejrzałam już byłam czerwona. Patrzyłam na szczery uśmiech brata i zastanawiałam się, dlaczego zawsze jest dla mnie taki miły.. Kiedy otworzył oczy wyglądał na lekko zdziwionego, patrzył na moją twarz i znowu delikatnie się uśmiechnął. Cholera! Odwróciłam się, tym samym strącając rękę brata ze swojej głowy, wydęłam usta i założyłam ręce na piersi. 
-Ano..Eee... Myślisz, że- że nie potrafię iść do sklepu? Głupi Koichi.. 
Z zaczerwienioną twarzą ruszyłam przed siebie. Odchodząc lekko odwróciłam głowę i ukradkiem spojrzałam w stronę drzwi.. Koichi z uśmiechem na ustach kręcił głową, po czym puścił do mnie oczko.. 
-Głupi..
Szybko odwróciłam głowę i mimowolnie się uśmiechnęłam, znowu lekko się czerwieniąc. Wychodząc z akademika uderzyła mnie fala gorąca.. 
-Topie się..
-Ohayo Kita-chan..
Leniwie odkręciłam się w stronę mówiącego w moją stronę głosu.. Nieprzytomnym wzrokiem patrzyłam na twarz Shimy..
-Eee.. Ohayo..
-Coś nie tak? 
-Wyglądasz jakbyś zaraz miała umrzeć..
-Wszystko w porządku?
Oczy latały mi od jednego do drugiego.. ależ ta trójka jest upierdliwa..
-Wszystko gra..
Patrzyłam na zaniepokojony wzrok neko-chan. Słońce raziło mnie w oczy, a panujący wokoło gorąc sprawiała, że czułam się fatalnie.
-Jesteś pewna że wszystko w porządku?
Potaknęłam twierdząco głową i wbiłam swoje otępiałe spojrzenie w twarz Shimy.
-Gdzie idziesz?
-Do sklepu..
-Chyba ci się nie chcę co? 
-Mhy... Jak się domyśliłeś..
Mimo tego nieprzyjemnego gorącego klimatu, nadal potrafiłam strzelać ironicznymi komentarzami..
-Hehe.. Mogę cię zanieść jeśli chcesz.
-Shima!
Różowowłosy chłopak patrzył na mnie swoim zboczonym wzrokiem. Westchnęłam i ruszyłam przed siebie.
-Nie, dzięki.
Nie słuchając już komentarzy Bon'a i kolejnych niemoralnych propozycji Shimy, poszłam w kierunku sklepu.. Po stu latach, doszłam wreszcie do tego zasranego supermarketu.. Już miałam wchodzić gdy nagle zobaczyłam Rin'a, idącego w moją stronę.. Może powinnam zaczekać i z nim porozmawiać? 
-Nie.. 
Swoim leniwym krokiem weszłam do klimatyzowanego supermarketu. Stałam w drzwiach i delektowałam się chłodem, jaki  mnie obtulał. Wzięłam głęboki oddech i spoglądając na kartkę którą dostałam od Koichi'ego, wzięłam jeden ze stojących wózków. 
-Mleko, jest. Herbata, jest. Makaron, jest. Ryż, jest.. Raany.. Po co temu idiocie te wszystkie rzeczy? Przecież umówiliśmy się że dajemy Okumurą pieniądze, a oni dają nam gotowe jedzenie.. Głupi brat.
-Nakano-san..
Spojrzałam za siebie i zauważyłam brewkę..
-Izumo-chan?
-Huuuh?! Nie przypominam sobie żebym pozwoliła ci tak do mnie mówić..
Patrzyłam na dziewczynę i chcąc się kłócić odwróciłam się i odeszłam.
-E-Ej! Nie odwracaj się, jak do ciebie mówię! Co z tobą...
Szłam w stronę kasy, przechodziłam obok lodówek i kątem oka zauważyłam lody. Przyłożyłam głowę do zimnej lodówki i spragnionym wzrokiem szukałam lodów Gori Gory, które zasmakowały mi najbardziej.. Przeskanowałam wzrokiem lodówkę kilka razy, ale lodów jak nie było tak nie ma.. 
-Ouuu... Chcę loda... 
Po drodze do kasy, włożyłam do wózka kilka opakowań pocky, zważając na to że była dziś dostawa, na półkach leżały jeszcze truskawkowe. Wychodząc ze sklepu znowu ogarnęło mnie to piekielne gorąco.. 
-Umrę... Po-trze-buję lo-da...
Poszłam w stronę drugiego sklepu, a w myślach miałam już tylko Gori Gori.. Gdy wreszcie dotarłam, w sklepie była dość długa kolejka.. Podeszłam do jednej z lodówek i wyjęłam cztery ostatnie lody, zostawiając pustą lodówkę. Wydałam na nie ostatnie pieniądze, ale Koichi nie powinien się na mnie złościć, przecież kupiłam jednego dla niego. Szłam w stronę akademika, czułam się teraz znacznie lepiej, chłód loda doskonale koił moje poczerwienione od gorąca policzki. Mimo że lód poprawił mi samopoczucie nadal czułam to potworne ciepło.. 
-Wróciłam..
-Co tak długo? Gdzie znowu poszłaś? Myślałam że coś do ciebie dotarło..
-Mówiłam ci jakiś czas temu, nie stosuj na mnie tych psychologicznych bredni. Po za tym, myślisz że w sklepach nie ma kolejek?
-Przez godzinę stałaś w kolejce?! Ciekawe jak długa była, masz dla mnie pamiątkę z Paryża?
-Nie, ale kupiłam ci loda.
-Loda?
-Mhym.. Łap.
Rzuciłam w stronę Koichi'ego siatkę z zakupami, które kazał mi kupić. 
-Co masz w drugiej siatkę? 
-Pocky.
-Żartujesz, prawda?
-To za moją część wypłaty. 
-Ty naprawdę lubisz się obżerać..
-A ty lubisz marudzić.
Wyjęłam pudełko z truskawkowymi pocky i z powrotem rzuciłam się na parapet. Ustawiłam wiatrak tak, żeby wiał tylko na mnie i włączyłam najwyższe obroty. Otworzyłam pudełko i ustami wyjęłam z niego najprawdziwsze niebo.. 
-Hęę... Roztopił się..
-Mmm.. Cóż za strata Koichi-oniichan
Uśmiechnęłam się do niego niewinnie i wyjęłam kolejny cud z pudełka.. 
-Jesteś nieodpowiedzialna, nie posłuszna i cholernie samolubna.. Kita!
-A ty jesteś marudny, nadopiekuńczy i cholernie nudny.. Koichi-oniichan
-Jesteś podła.. Kita-chan..
Nagle zadzwonił telefon, na wściekłej twarz brata pojawiło się zaciekawienie. Wybełkotał coś pod nosem, po czym wyszedł z pokoju na korytarz. Moja ręka znowu powędrowała do pudełka..
-Eeee? Gdzie one się podziały?! Nie możliwe.. zjadłam już wszystkie?
Patrzyłam na puste pudełko, a zaraz potem wyrzuciłam je przez okno.. 
-Aach.. gorąco..
-Musze wyjść.
-Huh? Gdzie?
-Mam misje.
-Misje?
-Tak.
-Przecież jesteś Exwire..
-Owszem, ale widzisz jestem trochę kompetentniejszy od was.
-Eee?! Ty dumny dupku!
-Zostań tu i nigdzie nie znikaj.
Patrzyłam na wychodzącego Koichi'ego, który wychodził z pokoju z wielkim uśmiechem. 
-Phe.. Jasne, na pewno będę czekać..
Zeskoczyłam z parapetu i wyszłam z pokoju. Szłam dość szybkim krokiem żeby nie zgubić Koichi'ego, wydać by się mogło że śledzenie mam we krwi. Doszliśmy do samego mostu, wyglądało na to że jego część była zamknięta. 
-Koichi, exwire. Zostałem wezwany do pomocy,
-Dobrze.
-Kita, exwire. Ja także przybyłam do pomocy.
-Kita! 
-Dobrze.
-Zapomnij! Jesteś..
-Doskonale wyszkolona, a teraz chodź braciszku misja czeka.
Uśmiechnęłam się do starszego egzorcysty i złapałam Koichi'ego za kark, zaraz niestety go puściłam.. Brat był znacznie wyższy ode mnie, trudno było mi chodzić na palcach..
-Zgłupiałąś! Zostajesz tu.
-Daj spokój, ostatnio trenowałam. Nie obawiaj się nie wyjmę miecza.
-To i tak niebezpieczne.
-Więc nie mogę zostawić cię samego.
-Kita..
Usłyszeliśmy Usłyszeliśmy przeraźliwe parskanie, potem syczenie.. Spojrzeliśmy po sobie i ruszyliśmy na most. Tak jak podejrzewałam stało już tak kilku egzorcystów, Yukio i Rin też tam byli.. Ciekawe dlaczego starszy Okumura tu jest? Czy to możliwe, że jest silniejszy ode mnie?! 
-Okumura Yukio.
-Koichi? Ciebie też wezwali?
Brat przytaknął, wzrok Okumury powędrował na mnie.
-Ja służę jako pomoc.
-Nie kłam.. Po prostu za mną przylazłaś.
-Khe.. Zamknij się Koichi..
Spojrzałam na Yukio, który właśnie patrzył na Rin'a wzrokiem podobnym do wzroku Koichi'ego. Ich miny wyglądały dosłownie identycznie, wygląda na to że starszy Okumura, jest tutaj na tych samych warunkach co ja. Nagle usłyszałam strzały, spojrzałam w stronę kociego demona i ruszyłam w jego stronę. Yukio tłumaczył coś Rin'owi, a Koichi wspierał strzelających. Demon zeskoczył na ulice i zaczął zbliżać się w naszą stronę. 
-Teraz!
-Tak!
Jedna z egzorcystek, rzuciła w kota jakąś puszką, jednak to nic nie dało.. Spojrzałam na leżące na ziemi medykamenty, jeżeli udałoby mi się wbić je w jego szyje.. może trochę by zwolnił.. Koci demon rzucił się w stronę kobiety, która uniknęła jego ataku. Rozwścieczona bestia rzuciła się na innych egzorcystów, nokautując niektórych z nich. To moja szansa.
-Kita!
Biegłam środkiem mostu prosto na demona, ten odwrócił się szybko zamachując się swoimi dwoma ogonami. Nie zważając na nadciągające "bicze" rzuciłam się na ziemie i z ogromną szybkością przejechałam po niej omijając w ten sposób kota. Złapałam w ręce dwa pojemniki.. Zanim demon mnie namierzył, skoczyłam w stronę balustrady mostu i wybiłam się od niej tak żeby złapać się sierści demona. Nie powiem żeby było to łatwe, kot miał naprawdę krótką sierść. Szybko osunęłam się na ziemie i unikałam teraz ciosów jakie zadawał kot. 
-Cholera..
Odbiłam się od jednej z jego potężnej łapy, którą właśnie we mnie celował i robiąc salto wskoczyłam na przewróconą ciężarówkę. Cofnęłam się kilka kroków, po czym rozbiegłam się i odbiłam się od jej krawędzi. Niestety mój skok był za krótki i udało mi się wylądować na mokrym nosie demona. Szybko przebiegłam po jego głowie, kompletnie już rozzłoszczona bestia wierzgała jak dziki koń. Wbiłam pojemniki w jego szyje i zeskoczyłam na ziemi, odbijając się od jego głowy. Kot zawył, a kilka sekund później puste pojemniki po medykamentach leżały już na ziemi. Nie powiem żeby to było łatwe, wróciłam do reszty egzorcystów głęboko oddychając.
-Dobra robota, powinno go znacznie spowolnić.
-Tak środki nasenne powinny go spowolnić, jednak to za mało.
Spojrzałam na Okumure, który przyglądał się ogromnej bestii.Demon wył i syczał, jakby zaraz miał nas wszystkich pozabijać. 
-Słyszałeś coś o Kuro od czcigodnego Fujimoto?
-Byłeś wtedy na misji razem z nami?
-Tak.
-Tamtego dnia?
-Yukio wciąż był jeszcze exwire. W pewne wiosce na budowie, zaczęły zdarzać się dziwne wypadki.
Słuchałam uważnie opowieści kobiety, z której wynikało że Yukio przyglądał się zmaganiom swojego ojca. Nie miałam bladego pojęcia, że ich ojciec był paladynem.. Z opowieści wynikało, że był nieprzeciętnym człowiekiem i doskonałym egzorcystą. Poradził sobie z demonem, nie używając niczego.. Żadnej broni, nawet nie próbował go skrzywdzić.. Słuchałam opowieści i byłam ciekawa dalszych szczegółów.. 
-A więc to tak.
-Potem został nazwany Kuro i przywołany jako chowaniec, by strzegł tej bramy.
-Jednak to nadal demon. Jeśli straci pana wraca do demonicznej postaci.
-Tata przewidział coś takiego i przygotował to.
Patrzyłam na jakiś spory pojemnik, który Yukio trzymał w ręku. Zżerała mnie ciekawość, pierwszy raz coś tak bardzo mnie zainteresowało.. Sama nie byłam w stanie uwierzyć, że czyjaś opowieść tak bardzo mnie wciągnęła.. Wyobrażenie o ojcu braci Okumura, jakie w tej chwili sobie kształtowałam, wprowadzało mnie w niemałe zdumienie.
-Wygląda na to że było specjalnie przygotowane. Prawdopodobnie zabije Kuro.
-Jesteśmy uratowani.
Na dźwięk ostatnich słów młodszego egzorcysty, ogarnął mnie dziwny smutek. Spojrzałam na demona, który nadal zabijał nas spojrzeniem.. Po tym co usłyszałam, nie wydaje mi się żeby był on aż taki zły. 
-Nie jesteśmy w stanie określić mocy rażenia, więc pozwolicie że sam się tym zajmę?
-Kłamstwo! Kłamstwo! Shiro jest najlepszy!
Spojrzałam na wszystkich zebranych, ostatnie słowa.. Nikt nic nie mówił, spojrzałam w stronę Rin'a, który przyglądał się ogromnemu demonowi. Czyżby, to..
-Potrzebujesz pomocy?
-Wystarczy że go trafie.
-W takim razie lepiej wszystkich stąd ewakuować. Wycofujemy się pod bramę! 
Patrzyłam na kota i nie wiedziałam jak to możliwe, dlaczego go słyszę? Poczułam ucisk w okolicach ramion, wiedziałam że to Koichi.. Spojrzałam na starszego Okumure i wydawało mi się, że on też słyszał ten głos..
-Chodź Kita, musimy stąd iść.
Nic nie odpowiedziawszy, nie stawiałam oporu.. Koichi, prowadził mnie pod bramę, a ja nie mogłam oderwać oczy od demona.
-Shiro nie umarł! Poszedł do domu! On tylko poszedł do domu!
Przyglądałam sie dalszemu rozwojowi sytuacji.. Nie wiedziałam co robić, nie mogłam tam pobiec i wykrzyczeć że ten kot gada.. Nie chciałam jednak żeby zginął.. On- on po prostu tęskni.. 
-K-Koichi?
-Hęę? Co?
-Czy on go zabije?
-Najprawdopodobniej.
-On nie jest zły..
-Kto nie jest zły?
-Kuro.
-Żartujesz?
-N-Nie.. On- on jest smutny.. Stracił pana i nie..
-O czym ty gadasz..
Spojrzałam na zaciekawiony, a zarazem niedowierzający mi wyraz twarzy brata. Opuściłam wzrok i nie powiedziałam już nic więcej. 
-Shiro wróci! Nie umrę do tego czasu!
-Nieważne..
Przyglądałam się Rin'owi, który, jak mi się zdawało, próbował powstrzymać Yukio. Mogłam mieć tylko nadzieje, że Okumura przekona brat żeby nie zabiał kota... Rany czemu ja się tak martwię? Proszę Rin.. Zanim dokończyłam swoją prośbę, Okumura szedł już w stronę demona. Skoro ten kocur to demon i oboje go słyszymy, to znaczy że w swoich myślach też możemy słyszeć? Biorąc pod uwagę to, że Rin jest synem szatana może oznaczać że jest ode mnie znacznie silniejszy.. Czy to możliwe że słyszy moje myśli? Cholera.. 
-Hej!
Na dźwięk słów Rin'a podniosłam głowę i znowu spojrzałam w ich stronę.. Demon znowu złowrogo warknął, ale Rin postanowił kontynuować.. Poczułam się dziwnie i już chciałam iść w jego stronę, ale Koichi zatrzymał mnie ręką.
-Jestem Okumura Rin, syn Shiro!
-Shiro?
-On nie żyje.
-Bracie!
Koci demon wyglądał na zatkanego i niepewnego.. Ale czułam że to zaraz się zmieni, wydawać by się mogło że odczuwałam to co on w tej chwili czuje.. 
-Umarł.
-Kłamiesz! Nie wierze ci!
-Nie żyje!
-To kłamstwo! Nie kłam! 
Kuro wybuchł przeraźliwym rykiem, było w nim pełno nienawiści i bólu.. Nagle rzucił się w stronę Okumury.. Moje nogi, znowu zaczęły działać same.. Nie dobiegnę, są za daleko! Zatrzymałam się w połowie drogi i przyglądałam się jak Rin zatrzymuje kota głową.. Kot zawył z bólu i runął na ziemie. Ze zdumieniem patrzyłam na starszego Okumure i nie mogłam wyjść z podziwu.. Zatrzymał demona głową.. Spojrzałam na Yukio, który o mało co się nie posikał..
-Naprawdę kochałeś staruszka co? Dlatego byłeś smutny i samotny. 
Ogromny kocur podniósł się, zrównując się z Rin'em. Nie czułam już żadnego niebezpieczeństwa, stałam w miejscu i przyglądałam się dalszemu rozwojowi sytuacji.
-Jestem taki sam. Zaprzyjaźnimy się?
Rin wyciągnął rękę w stronę zdziwionego kota, patrzyłam na nich i nagle zachciało mi się płakać. Łzy nie zaczęły płynąć z moich oczu, to Kuro zaczął płakać.. Jego serce byłe pełne żalu, smutku i cierpienia.. Odebrano mu osobę którą bardzo kochał, w jakiś sposób ten dziwny chowaniec identyfikował się ze mną, tylko ja muszę dotrzymać danego sobie słowa.
-Shiro... Shiro! Już cię nie zobaczę? Shiro! 
Z ogromnego i przerażającego demona, Kuro zmienił się w małego, bezbronnego kotka. Jęczał i płakał, jak małe dziecko.. Serce zaczęło mi szybciej bić.. 
-Całe szczęście..
Uśmiechnęłam się do siebie i wycofałam się z powrotem pod bramę. 
-Naprawdę umarłeś?
Po całym zajściu Rin zabrał małego Kuro ze sobą. Kociak wydawał się być słodki, bawił się z nim i chciał żeby Rin, nie przestawał go głaskać. Niestety, nie każdy miał z nim dobre stosunki..
-Głupi kocur! Podrapał mnie!
-Hahaha! Dobrze ci tak!
-Ty dupku!
-Kita-chan.. Masz kiepską rękę do zwierząt..
-To nie ja mam kiepską rękę do zwierząt, tylko ten kocur to skurczybyk!
Słyszałam jak Kuro śmiał się w duchu, ten mały głupi szkodnik wypowiedział mi wojnę!
-Przestań się ze mnie śmiać, ty mała łajzo! 
-Nie mów tak do niego!
-Właśnie! Nie pozwalaj sobie, głupia babo..
-Przysięgam, jak tylko zostaniesz sam.. Przygotuje pieczeń z kota!
Rin co i raz wybuchał śmiechem, Kuro i ja obkładaliśmy się wyzwiskami i chamskimi komentarzami. Głupi Kuro.. Kiedy już skończyły nam się pomysły, oboje zamilkliśmy. Spojrzałam na Koichi'ego, który razem z Yukio nie wiedzieli co się dzieje.. Kuro znowu zaczął łasić się do Rin'a i mruczał przy tym jak oszalały. Wyglądał bardzo słodko i niewinnie.. Uwielbiam koty, ale ten chyba za mną nie przepada. Na samą myśl o tym, głęboko westchnęłam, pokręciłam głową i wydęłam usta..
-Przywiązał się do ciebie.
-Co teraz z nim będzie?
-Póki co, wyjaśnię że zostaliśmy zmuszeni zrobić z niego twojego chowańca. Strażnik tylnej bramy południowej prawdopodobnie zostanie zastąpiony innym chowańcem.
-Cooo?! Będę musiała go znosić przez cały czas?!
Yukio spojrzał na moją zawiedzioną minę, uśmiechnął się tylko i znowu spojrzał na Rin'a. Co prawda nie miałam nic do tego kota, ale przebywanie z nim w jednym pomieszczeniu doprowadzi mnie do szału.. Spojrzałam na tą łajzę, ale on nic nie komentując wskoczył na broń, którą Yukio miał użyć żeby go zabić. Chłopak puścił pojemnik, który razem z Kuro wylądował na ziemi. Kot poturlał pojemnik w stronę starszego z braci i spojrzał na niego iskrzącymi się oczami.
-To trucizna!
-Pachnie jak prezent o Shiro!
-Powiedział, że pachnie jak prezent od staruszka. 
Spojrzałam na pojemnik zaciekawionym spojrzeniem i obserwowałam jak Yukio otwiera jego wieko. Przykładając sobie pojemnik z rzekomą "trucizną" do nosa, stwierdził że jego zawartość wypełniona jest winem z kocimiętki..
-Hęę?! Chciałeś zabić demona, a nawet nie wiedziałeś co jest w tym czymś?! 
-Wino z kocimiętki!? To wino z kocimiętki Shiro! Daj! Daj mi! 
Przyglądałam się na kota, który wyglądał na podnieconego.. Wyglądał dziwnie stojąc na tylnych łapach, a przednimi wymachując w powietrzu.. Wyglądał trochę jak tancerz boogie.. Był przy tym taki słodki, jego prośby o nalanie mu trochę specyfiku, nadawały mu jeszcze więcej uroku.
Uśmiechnęłam się mimowolnie, nastawienie kota raptownie się zmieniło. W jego sercu panował teraz spokój i szczęście, było w nim trochę smutku i bólu, po utracie swojego pana, ale był teraz szczęśliwy..
-Co się stało?
-Jak o tym pomyśleć, nie ma  mowy, żeby tata mógł zabić Kuro.
-Jakoś..
Oderwałam wzrok od rozkoszującego się winem kota i spojrzałam na Rin'a, który podobnie jak ja był uśmiechnięty. 
-..czuje, że staruszek był niesamowity.
W jego oczach widać było ciepło i miłość jaką w trakcie wypowiadania swoich słów emanował. Lekko rozchyliłam usta i przyglądałam się mu ze zdumieniem.. Ten chłopak jest inny niż wszyscy, nie chodzi o bycie demonem.. On jest...
-Nic nie mówiłem! 

... dziwny. Zawstydzony swoimi słowami Rin, siedział sztywno z wzrokiem wbitym w nicość. Yukio przyglądał się swojemu bratu uważnie, Koichi stał uśmiechnięty co i raz spoglądając na kota, a ja siedziałam i przyglądałam się wszystkiemu uważnie. Patrząc na nas można pomyśleć że nie jesteśmy zbyt normalni, cała nasza czwórka ma w sobie coś czego nie ma żadna pojedyncza osoba.. 
-Pychota!
Kuro wciąż delektował się prezentem od Shiro.. Wyglądał teraz tak niewinnie.. 
-Muszę iść do pana Pheles'a..
-Tak, ja też..
-Kita dojdziesz sama do akademika?
-Eee?! Myślisz że jestem za głupia żeby sama wrócić do pokoju?
-Nie, po prostu..
-Jasne że trafie! Nie martw się! Idź już, dam sobie rade.
Koichi spojrzał na mnie zdziwiony, uśmiechnęłam się do niego szeroko i wstałam na nogi. Otrzepując z siebie resztkę kurzu patrzyłam, jak trójka chłopaków idzie w kierunku szkoły. Może pójdę jeszcze do sklepu? W sumie to mam po drodze.. Powolnym krokiem poszłam w kierunku otwartego jeszcze sklepiku, kupiłam sobie pudełko truskawek z czekoladą i trzymając jedną w ustach poszłam w stronę szkoły. Przechodząc przez mały mostek znajdujący się niedaleko szkoły, tuż nad "tajnym" wejściem do klas egzorcystów.. Przystanęłam na chwile i spojrzałam a dół.
-Niedługo znowu zacznie się rok szkolny.. Znowu będę musiała uczęszczać na te głupie zajęcia. 
Westchnęłam głęboko, usłyszałam cichy szur butów. Powoli się odwróciłam i podnosząc swoje znudzone spojrzenie zauważyłam dość wysoką dziewczynę. Wyglądała dość nietypowo, jej białe włosy, w które wpięty był biały kwiat. Strój przypominał mi strój Shiemi, jasno różowa góra stroju i długa czarna spódnica podsunięta pod same piersi wyglądały dość dziwnie.. Przekręciłam lekko głowę by przyjrzeć się dziewczynie uważniej, nagle bardzo gwałtownie otworzyła oczy. Szkarłat jej tęczówek wyglądał dość strasznie, w otaczającej nas ciemności.. Nagle z jej pleców zaczął wychodzić jakiś grubej długości przedmiot.. Jej czerwone oczy zabłysły krwistym światłem. Niewinny wygląd dziewczyny gdzieś prysnął, jego miejsce zajął przerażający obrazek typowego demona.. Paznokcie dziewczyny wydłużyły się i zaostrzyły, długie ostre zęby wystawały z jej delikatnie różowych ust, uszy stały się szpiczaste, a z wplątanego w jej włosy kwiatu wypływała czerwona ciecz.. Jej świecące szkarłatne oczy wbite były we mnie w bardzo niemiły sposób. Moje serce zaczęło bić szybciej, a oddech zaczął być nerwowy.. Zrobiłam krok w tył, oczy dziewczyny otworzyły się znacznie szerzej, a ręka powędrowała na wystający z jej pleców długi gruby przedmiot. Jednym szybkim ruchem wyrwała sobie z pleców, długi miecz. Moje serce stanęło, w chwili kiedy dziewczyna opuściła miecz, kierując jego ostrze w moją stronę. Białowłosy demon przekręcił głowę i wbijając we mnie swoje święcące oczy radośnie się uśmiechnął. Puściłam siatkę z truskawkami na ziemie, chwile później rzuciłam się do ucieczki. Biegłam jak najszybciej potrafiłam, odwróciłam głowę za siebie, dziewczyny za mną nie było.. Zakręcając odwróciłam głowę, jedyne co zauważyłam to święcące szkarłatne oczy demona. Silny ucisk na wysokości mostka i nagrzany od słońca asfalt to jedyne co teraz czułam.. Próbowałam złapać oddech, złapałam się za bolące miejsce i podniosłam wzrok. Dziewczyna stała nade mną z mieczem uniesionym nad głowę, jej uśmiechnięta twarz sparaliżowała moje bezwładne ciało..

Rozdział VII

Pani Oriyawa trzymała mnie za rękę, jej dłoń była ciepła i delikatna. Był chłodny jesienny wieczór, patrzyłam jak kolorowe liście tańczą walczyka z wiatrem. Byłam zmęczona, a moje oczy były mokre od łez. 
-Jak się czujesz Kakizaku-chan.
-Hęę? Dobrze..
-Wyglądasz na smutną. 
-Bo dawno nie widziałam mamy i taty. 
-Rozumiem, nie martw się na pewno cię odwiedzą. Tylko musisz być cierpliwa.
-Naprawdę?! 
-Tak. A jeśli okażesz się odważna to jestem pewna że wytrzymasz rozłąkę. 
-Będę!
Oriyawa-sama uśmiechnęła się do mnie ciepło i wprowadziła do ogromnego budynku. Wnętrze wyglądało bardzo ponuro.. Ściany były pokryte brązową tapetą, od góry widać było że są zacieki.. Podłoga była zimna, niekiedy można było napotkać na swojej drodze dziury.. Zapach który otulał pomieszczenie był nieprzyjemny, jakby rozkładały się gdzieś zwłoki.. 
-Witaj maleńka. Nazywam się Moryuki Chiya i jestem dyrektorem, a od dziś także twoją opiekunką. Wiesz gdzie się teraz znajdujesz?
Spojrzałam na uśmiechniętą i życzliwą twarz starszej kobiety. Kiedy otworzyła swoje ciepłe miodowe oczy, szybko pokręciłam głową.
-Jesteś w Sierocińcu Świętej Łucji. Twoi rodzice chcieli żebyśmy się tobą zaopiekowali, do czasu ich powrotu. Jeżeli będziesz odważna i cierpliwa to na pewno będą z ciebie dumni.
-I wrócą po mnie?
Spojrzałam szeroko otwartymi oczami na panią Moryuki.. Kobieta uśmiechnęła się lekko i spojrzała na mnie litościwym wzrokiem. 
-To całkiem możliwe.
Uśmiechnęłam się szeroko i usiadłam na krześle, które wskazała mi Oriyawa-sama. Machałam wesoło nogami, które zwisały mi z krzesła. Patrzyłam na buciki i czekałam aż opiekunki skończą ze sobą rozmawiać. Ciekawe czy rodzice wracając z podróży kupią mi jakiś prezent? Mama zawsze kupuje mi ładne prezenty, buciki które mam na nogach kupiła mi wychodząc do pracy. Dostałam też od niej dużo sukienek i przytulanek, lubiłam kiedy siadała ze mną na podłodze i razem bawiłyśmy się lalkami. 
-Kakizaku-chan..
-Huh?
-Chodź przedstawię cię wszystkim.
-Wszystkim?
Moryuki-sama złapała mnie za rękę i poprowadziła przez kolejny szary korytarz. Weszłyśmy po schodach i przeszłyśmy prze duże, ciężkie drzwi. W pomieszczeniu znajdowały się rozłożone na podłodze białe kołdry i poduszki, na których siedziały dzieci. 
-Witajcie wszyscy.
-Dzień dobry pani dyrektor.
-Chciałabym przedstawić wam nową koleżankę, Makuda Kakizaku..
Powoli liczyłam każde dziecko, wyglądali na przygnębionych.. Każde dziecko wpatrzone było w panią Moryuki, która opowiadała im o mnie.. Każde z nich było bardzo skupione, wszyscy wyglądali bardzo podobnie. Mieli na sobie długie białe spodnie i białe koszule, jednak przeznaczone one były na znacznie starszych osób.. 
-Kakizaku-chan, na pościeli leży dla ciebie piżama i mundurek.
-Dziewięćdziesiąt osiem..
-Co?
-Jest dziewięćdziesiąt osiem..
-Czego dziewięćdziesiąt osiem?
-Dzieci. 
-Ooch.. Tak mówisz?
-Policzyłam.
-Widzisz, będziesz miała dużo znajomych.
Spojrzałam na uśmiechniętą twarz dyrektorki, przytaknęłam z uśmiechem i poszłam w miejsce na którym leżały moje nowe rzeczy. 
-Nie martw się kochanie, tu jesteś bezpieczna.
-Tak..
Czułam na sobie wzrok innych dzieci, po wyjściu dyrektorki każde z nich szeptało coś do siebie. Przebrałam się grzecznie w piżamę, tak jak kazała opiekunka. Już chciałam się położyć ale zaczepiła mnie jakaś mała dziewczynka. 
-Jestem Ocharu, ty jesteś Kakizaku-chan tak?
-Tak.
-Jesteś tu nowa, więc nie możesz korzystać ze wszystkiego. 
-Nie mogę?
-Nie. Między nami panują pewne zasady, więc musisz się do nich stosować. 
-Stosować?
-Tak. Jeżeli nie będziesz się stosować, czeka cię kara.
-Kara?
-Tak. Chce żebyś wiedziała, bo wyglądasz na miłą osóbkę. 
Patrzyłam na dziewczynkę, miała rdzawe włosy i zielone oczy. Nie wyglądała jak reszta dzieci, biel jej twarzy i rozsypane po niej piegi, które stanowiły mocny kontrast. Oglądałam dziewczynkę dokładnie by zapamiętać każdy szczegół, który mnie zaciekawi. 
-Zrozumiałaś?
-T-Tak. 
Ocharu odwróciła się do mnie plecami, a jej długie rude włosy musnęły moją twarz. Kiedy dziewczynka położyła się, reszta dzieci poszła w jej ślady. Stałam jeszcze przez chwile, po czym wpełzłam pod swoją kołderkę. Oparłam się na ręku, lekko podciągnęłam i zdmuchnęłam płomyk lampki, który oświetlał pomieszczenie. W pokoju zapadła ciemność, czułam jak chłód i wilgoć panujące w pokoju przeszywają moje ciało. Skuliłam się w kulkę i obtuliłam kołdrą. 
Obudziło mnie rażące słońce i szum wywołany przez rozmowy innych dzieci. Wszyscy byli już ubrani, tylko ja nadal leżałam na swoim miejscu.
-Ubieraj się, chyba że nie chcesz dostać śniadania. 
-Huh?
-Jeżeli się nie ubierzesz i nie pójdziesz do stołówki, to możesz zapomnieć o śniadaniu.
-Zapomnieć?
-Tak.Ubieraj się.
-D-Dobrze. 
Po wskazówkach jakie otrzymałam od jednej z dziewczynek, ubrałam się i ruszyłam za innymi w stronę stołówki. 
-Nie będę siedzieć w piwnicy! Puszczaj mnie! Nie chcę tam wracać! 
-Ty mała!
-ZOSTAW!
Krzyki dobiegały z parteru, zaraz potem na schodach prowadzących na piętro pojawiła się mała czarnowłosa dziewczynka. Biegła prosto na mnie, zaraz za nią biegła pani Oriyawa..
-Nie chcę tam wracać! 
-Mam cię!
Zanim dziewczynka postawiła nogę na ostatnim stopniu, Oriyawa-sama złapała ją za brzuch i podniosła w górę. Dziewczynka wierciła się i rzucała, rękami którymi wymachiwała we wszystkie strony co i raz uderzała opiekunkę.
-Nie wierć się! To dla.. Twoje-go do-bra..
-PUSZCZAJ! 
-Pani dyrektor POMOCY!
Zaraz po tym jak Oriyawa-sama wezwała pomoc, na piętrze znalazła się pani dyrektor.
-Uspokój się Kita, wiesz co się stanie jeżeli będziesz stawiała opór.
Chuda dziewczynka za dźwięk słów pani Moryuki, przestała wierzgać. Opiekunka puściła ręce dziewczynki, które przez chwile kurczowo ściskała. 
-Dzieci możecie iść na stołówkę, proszę nie robić zamieszania.
Drobna dziewczynka spokojnie stała i czekała aż pani dyrektor skończy do nas przemawiać. Moryuki-sama odwróciła się w stronę schodów i opierając rękę o plecy dziewczynki zeszły na parter. 
-Nie przejmuj się nią, to demon..
-Demon?
-Tak, dobrze że ją zamknęli.. Wszystkich biła i wszystko niszczyła.. A Jun'a to nawet ugryzła! To diabeł wcielony..
-Diabeł..
Stałam w miejscu i patrzyłam na schody, jestem ciekawa gdzie ona poszła. Spojrzałam na uśmiechniętą twarz Tsuki-chan, która złapała mnie za rękę i zaprowadziła na stołówkę. 
-Więc Kakizaku-chan, co lubisz jeść?
-Co lubię?
-Tak, musisz mieć jakieś ulubione jedzenie.
-Pierożki..
-Lubisz pierogi?
-Tak.
-No.. Tu ich nie dostaniesz, ale jeżeli się postarasz to możesz dostać dokładkę ryżu. 
-Dokładkę.. Ryżu?
-Tak, wiesz nie mamy tu za dużego wyboru, pani dyrektor kupuje czasem jakieś przysmaki.
-Przysmaki?
-Tak, no wiesz.. Słodki chleb.. albo coś podobnego.
-Rozumiem.
Po zjedzeniu, wszyscy poszliśmy do ogromnej sali, w której znajdowały się stoliki, kilka lalek i duży okrągły dywan. Usiadłam przy ścianie obok Tsuki-chan.
-Nie możesz tu siedzieć..
Uniosłam wzrok i zauważyłam rudowłosą dziewczynkę.
-Ocharu-chan, ona jest ze mną.. Ja jej..
-Nie! Złamała zakaz! HALO WSZYSCY! KAKIZAKU ZŁAMAŁA ZAKAZ! WIECIE CO Z NIĄ ZROBIĆ?!
Patrzyłam na dziewczynkę, która złapała mnie za włosy i rzuciła mnie na środek sali. 
-Ocharu-chan, proszę! 
-Milcz, wiesz co cię czeka jak będziesz jej bronić?
Spojrzałam na zasmuconą Tsuki, która stała za piegowatą dziewczynką. Nagle poczułam silny ból, kiedy się odwróciłam jeden z chłopców kopnął mnie w twarz. Jęknęłam, spojrzałam na niego załzawionymi oczami, ale to był dopiero początek. Skuliłam się w kulkę i czekałam aż seria bolesnych kopniaków się skończy, leżała i płakałam z bólu, błagając żeby przestali. Przesunęłam ramie żeby spojrzeć na rudowłosą dziewczynkę, ale jedyne co zobaczyłam to kopiącą mnie Tsuki-chan.. 
Ocknęłam się na kozetce, w jakimś dużym pomieszczeniu. Rozglądałam się i próbowałam zapamiętać każdy szczegół, fascynującego pomieszczenia. Obrazy na ścianach i rzeźby aniołów wydawały się być bardzo stare.. Przypomniałam sobie nasz ogród, w którym stała ogromna fontanna, a w niej w samym jej środku stał anioł.. 
-Kakizaku-chan?
-Huh?
-Całe szczęście ocknęłaś się już.
Nic nie mówiąc kiwnęłam głową. Pani  dyrektor patrzyła na mnie z politowaniem, a zaraz potem zaczęła zadawać mi pytania.
-Jak się czujesz?
-Dobrze.
-Możesz mi powiedzieć co się stało?
Spojrzałam w jej miodowe oczy, chciałam powiedzieć prawdę ale powstrzymałam się.. 
-Jeżeli powiesz co tu zaszło, możesz tu nawet nie wracać..
-Kakizaku-chan?
-S-Spadłam ze schodów.
-Rozumiem.. Boli cię coś?
-N-Nie.
-Dobrze. Możesz sama wrócić do pokoju?
-T-Tak..
Spojrzałam na jej uśmiechniętą i spokojną twarz, po czym się uśmiechnęłam. Wychodząc z pokoju, opiekunka wysłała mi jeszcze jeden ciepły uśmiech. Nie chciałam wracać do pokoju pełnego dzieci, które jeszcze niedawno się nade mną znęcały. Idąc korytarzem zauważyłam schody które prowadziły do piwnicy. 
-Nie będę siedzieć w piwnicy! Puszczaj mnie! Nie chcę tam wracać!
Spojrzałam w dół kolejny raz i przypomniałam sobie zdeterminowaną i wściekłą twarz czarnowłosej dziewczynki.
-Piwnica..
Obejrzałam się dookoła, nikogo nie było na korytarzu. Podeszłam do schodów i stanęłam na krawędzi pierwszego schodka. Wlepiłam wzrok w drzwi które znajdowały się na dole, ciekawość kazała zejść mi jeszcze niżej.. Powoli postawiłam nogę na drugim schodku, nie odrywając oczu od drzwi. Szybszym już krokiem, minęłam jeszcze dwa stopnie, znajdowałam się teraz w połowie drogi. 
-Nie przejmuj się nią, to demon..
Nagle poczułam ogarniający mnie strach, cofnęłam się do tyłu i weszłam na wyższy stopień. Nie mogę tam zejść.. Już miałam się wracać, kiedy usłyszałam zamykające się drzwi w głębi korytarza. 
-To na pewno pani Moryuki.. 
Szybkim krokiem zeszłam na dół, przeskakując niektóre stopnie. Schowałam się w dziurę między ścianą a schodami. Szczelina w którą weszłam dość łatwo, była bardzo ciemna. Nic nie widziałam, ale słyszałam kroki pani dyrektor. Obcasy jej butów rytmicznie uderzały o podłogę, wydając w ten sposób charakterystyczny stuk. Z czasem odgłosy stawały się coraz cichsze, aż w końcu umilkły. Kiedy byłam już pewna że nikogo nie ma, wyszłam ze swojej kryjówki i stanęłam spoglądając w górę. Po chwili swój wzrok przeniosłam na drzwi, znajdowałam się tuż przy nich, ostatni raz zerknęłam w górę. Chyba nic się nie stanie jak wejdę tylko na chwile.. Przekręciłam klucz który był już w zamku i pchnęłam ciężkie drewniane drzwi. Chłód i smród jaki panował w środku, przeraziły mnie do szpiku kości.. Mimo to weszłam dalej, byłam ciekawa gdzie ukrywa się dziewczynka z korytarza.. Nie patrząc pod nogi przemierzałam ciemną piwnicę, usłyszałam plusk i spojrzałam pod nogi. Moja noga znajdowała się w dużej kałuży brudnej wody. Przy oknie, dzięki któremu w tej części pomieszczenia zrobiło się jaśniej przez blask księżyca, leżała ciemnowłosa dziewczynka. Podeszłam do niej, byłam bardzo ostrożna i starałam się być cicho.. Kucnęłam przy niej i przyglądałam się jej śpiącej twarzy.. Wyglądała uroczo i bezbronnie, delikatne rysy twarzy i biała cera, która obijała od siebie blask księżyca, nadawały jej tylko niesamowitości. Kruczoczarne włosy opadały jej na twarz, a fioletowe od zimna usta były lekko rozchylone. Jak ktoś taki może być demonem.. To oni.. Oni wszyscy nimi są! Delikatnie odgarnęłam jej włosy z twarzy, ciepło moich dłoni sprawiło że dziewczyna się obudziła. 
-Ktoś ty?
Spojrzałam w jej fioletowe oczy, które błyszczały się niczym diamenty. 
-M-Makuda Kakizaku..
-Miło mi cię poznać.. Co ci się stało?
Patrzyłam na dziewczynkę, która właśnie usiadła po turecku, zrównując się ze mną wzrokiem. Byłam zdumiona faktem, że dziewczynka się mnie nie przestraszyła..
-Pobili cię prawda?
-N-Nie.. Ja..
-Zrobili to.
Nie wiedziałam co zrobić.. Twarz dziewczynki posmutniała, ale zaraz zrobiła się wściekła.
-Niech ja ich tylko złapie! 
-J-Jak masz na imię?
-Ja? O właśnie! Nie przedstawiłam ci się! Nazywam się Nakano Kita! 
Jej ciepły uśmiech sprawił, że poczułam się jakbym rozmawiała z kimś mi bliskim. Jej pogodny wyraz twarzy, dodał mi otuchy i pozwolił mi bez krępacji prowadzić dalszą rozmowę. Kita opowiadała mi o wszystkim co stało się w sierocińcu i tym, jak dzieci męczyły małe kociaki które dopiero co przyszły na świat. Chcąc obronić bezbronne stworzenia, odpychała i gryzła wszystkich kto chciał im zrobić krzywdę. Po tym jak złamała zasady panujące między dziećmi w sierocińcu, mierzyła się ze wszystkimi dziećmi, które chciały ją kopnąć. Niestety, ale przewaga liczebna przesądziła wynik tej bitwy.. 
-Jak się tu dostałaś? Ciebie też tu wrzucili?
-N-Nie.. Ja weszłam kluczem.. 
-Co?! Drzwi są otwarte?! 
-T-Tak..
-I ty nic nie mówisz! Szybko, zabieramy się stąd!
-C-Co? Dokąd?
-Przed siebie! 
Kita złapała mnie za nadgarstek i rzuciła się w kierunku drzwi, nie zważając na nic przebiegła przez korytarz i pobiegła w stronę głównych drzwi. 
-Zamknięte..
-Wracajmy..
-Nie! Zaraz coś wymyśle..
Patrzyłam jak dziewczynka próbuje coś wymyślić.. Jej twarz wyglądała nawet zabawnie, napełnione powietrzem policzki, wydęte usta i mocno ściśnięte oczy świadczyły o tym, że próbuje coś wymyślić. Po chwili wydawała z siebie dziwne odgłosy przypominające, jakąś ukrytą melodie..
-Wiem! Już wiem! Chodź szybko.. Mamy bardzo mało czasu, ta prukwa zaraz wstanie!
-C-Co? G-Gdzie idziemy?
Nic nie mówiąc znowu złapała mnie za rękę i wbiegłyśmy na górę, stojąc na ostatnim piętrze, szukałyśmy drabiny która umożliwiłaby nam wejście na dach. 
-Jest.. Pomóż mi Kakizaku-chan..
-T-Tak!
Metalowa drabina, była strasznie ciężka więc trudno było nam ją przenieść. Kilka minut później obydwie wdrapywałyśmy się do kwadratowej dziury w dachu. 
-No i już!
Oglądałam okolicę, wszystko wyglądało bajecznie.. 
-Chodź..
-G-Gdzie?
-Musimy dostać się na tamten daszek..
Kita-chan wskazała mi palcem dach, który znajdował się jakieś pięćdziesiąt metrów pod nami. 
-Musimy zejść po rynnie.
-R-Rynnie?
-Tak! No chodź! 
Znowu złapała mnie za rękę i pociągnęła prosto na sam skraj dachu. Poczułam jak moje nogi zaczynają drżeć.. Szybko wyrwałam rękę z jej dłoni i zrobiłam kilka kroków w tył.. Mocno zacisnęłam oczy i zakryłam sobie twarz dłońmi.
-Co się stało Kakizaku-chan?
-B-Boje się..
-Rozumiem.. Ale nie musisz się bać.. Jak chcesz to pójdę pierwsza, jeżeli coś by się stało to cię złapie. 
-Z-Złapiesz?
-No pewnie! Jesteśmy przyjaciółkami, musimy się wspierać! Nie martw się, trzeba przezwyciężyć przeciwności losu.. Nie możesz zamykać się na nowe doświadczenia, bo do niczego nie dojdziesz.
-Nie.. Dojdę?
Kita pokręciła przecząco głową i uśmiechnęła się radośnie. Poczułam że mogę jej zaufać, podeszłam do niej i złapałam ją za rękaw mundurka.. 
-Nie bój się. Uda nam się!
Potaknęłam głową i patrzyłam jak dziewczynka łapie się rynny. Kucnęłam i patrzyłam na schodzącą Kite, wyglądała jak mały czarny kot. Jej ruchy były bardzo subtelne, a zarazem szybkie i bardzo zwinne. Znowu poczułam strach, nie umiałam sama przejść po murku, a teraz mam schodzić po rynnie. Zanim spostrzegłam Kita-chan, stała już na dole i patrzyła na mnie uśmiechnięta.
-No dalej Kakizaku-chan! 
-B-Boje się..
-Jeżeli pokonasz swoją słabość będziesz silniejsza!
Spojrzałam na pełną pozytywnych uczuć twarz dziewczynki, wyglądała tak pewnie i pięknie..
-Będę silniejsza?
-Jeżeli będziesz odważna twoi rodzice będą z ciebie dumni..
Zacisnęłam pięści i podeszłam do krawędzi dachu.
-Tak jest! Dalej Kakizaku-chan!
Wspierające mnie okrzyki Kity dodawały mi odwagi, czułam że jestem w stanie to zrobić. Złapałam rękami szerokiej rynny i opierając się nogami o budynek, schodziłam coraz niżej. 
-Dobrze Kakizaku-chan! Świetnie ci idzie!
W moim brzuchu rozpętała się bitwa, miałam ochotę zwymiotować. Spoglądając w dół, o mało się nie puszczałam. Wiwaty Kity podtrzymywały mnie na duchu i nie pozwalały mi się poddać. Rynna po której schodziłyśmy była bardzo śliska, wygląda na to że w nocy padał deszcz.. Jestem pod wrażeniem że dziewczynka zeszła po niej z taką gracją i szybkością. Słońce już wschodziło, nie wiedziałam co dokładnie robię, ale czułam że mogę zaufać Kicie. Pod nogami poczułam pewny grunt i w końcu poczułam się pewnie.
-Udało ci się Kakizaku-chan! 
Kita podbiegła do mnie złapała mnie za ramiona i zaczęła skakać. Chwilę później skakałyśmy już razem. 
-No dalej Kakizaku-chan, musimy skoczyć.
-S-Skoczyć?! 
Spojrzałam w dół i znowu poczułam jak ogarnia mnie przerażenie. Budynek na którym się znajdowałyśmy był dość wysoki, a na dole leżały tylko kolorowe liście. 
-Nie martw się, jestem pewna że ci się uda.
Jej twarz wydawała się taka jasna i radosna, uśmiech Kity przypominał mi mój uśmiech, który wywoływany był powrotem taty z pracy. To dziwne że dziewczynka, która była zamknięta w piwnicy i oddzielona od otoczenia, była taką radosną osóbką.. 
-Kita! Kakizaku-chan! Ani kroku dalej! Natychmiast wracajcie do sierocińca! 
Obydwie odwróciłyśmy się w stronę skrzeczącego głosu. W oknie dziedzińca stała dyrektorka, po jej minie można było wywnioskować że nie jest szczęśliwa, wręcz przeciwnie była wściekła.. Spojrzałam w fioletowe oczy Kity, ani trochę się nie zmieniły.. Były tak samo wesołe i pewne, jak przez cały czas odkąd ją poznałam. W pewnej chwili Kita złapała się na oko, obniżyła sobie dolną powiekę i pokazała dyrektorce język. Poczułam ucisk w okolicy nadgarstka i zanim zdążyłam cokolwiek zrobić już leciałam na dół. O dziwo nic nie poczułam, żadnego bólu.. Jedyne co mnie zaciekawiło to moja mokra twarz, kiedy otworzyłam oczy zauważyłam że razem z Kitą siedziałyśmy w ogromnej kupie liści. 
-A nie mówiłam że ci się uda.
Spojrzałam na nią radośnie, pierwszy raz od jakiegoś czasu się uśmiechnęłam. Dziewczynka skoczyła na równe nogi i znowu złapała mnie za rękę. Tym razem biegłyśmy przed siebie, Kita prowadziła nas na tył dziedzińca, gdzie znajdował się ogród. 
-Chodź szybko!
Wbiegłyśmy do ogrodu i przystanęłyśmy na chwile, dopiero teraz zauważyłam że jestem strasznie zmęczona. Spojrzałam ukradkiem na Kite, która szukała czegoś wzrokiem. Zanim się obejrzałam znowu zaczęłyśmy biec.
-Tędy, szybko.
Wbiegłyśmy w żywopłot, za którym znajdowała się siatka. Nie wiedziałam jaki sens ma wchodzenie w kłujące krzaki skoro, nic nam to nie da. Kita puściła moją rękę, po czym zaczęła kopać w stertę gałęzi. Po kilku mocnych kopniakach, gałęzie się połamały, odsłaniając przy tym dziurę w siatce. Kita posłała w moją stronę ciepły uśmiech i wskazała mi ręką przejście.
-Pani przodem.
Uśmiechnęłam się do niej nieśmiało i wyszłam za ogrodzenie. Zaraz po mnie wychodziła Kita, która nagle cofnęła się do tyłu.
-Mam cię! Ty mały diable! 
-Puszczaj mnie! 
Oriyawa-sama trzymała Kite za nogę i ciągnęła ją w swoją stronę. Zgrabnym ruchem dziewczynka odwróciła się na plecy i trzymała się rękami siatki. 
-Chodź tu demonie!
-Nie jestem demonem! Możesz się pieprzyć!
Celnym ruchem nogi, Kita kopnęła opiekunkę w twarz.. Ta przewróciła się i trzymała obiema rękami za nos. Korzystając z okazji, dziewczynka szybko prześlizgnęła się na drugą stronę siatki. Kita ostatni raz odwróciła głowę w stronę opiekunki i wykonała ten sam gest, który jeszcze niedawno pokazała pani dyrektor. Szybko biegłyśmy przed siebie, mijając zakręty i spustoszałe ulice. Nie byłam pewna co teraz będziemy robić..
-O ja cię! Ale było co?! Jak w jakimś filmie! Super! Byłaś taka dzielna Kakizaku-chan! Widziałaś jak jej przykopałam! A masz, ty wredna wiedźmo! Bach! Widziałaś to?! Widziałaś?! 
Z ciekawością i zadowoleniem patrzyłam na Kite, która pokazywał co zdarzyło się podczas naszej ucieczki. Wymachiwała nogą przypominając mi jak wyglądał jej kopniak, po czym łapała się rękami za nos i udawała panią Oriyawe. 
-Hahaha! Wreszcie mi się udało.. Nie! Nam się udało!
Dziewczyna złapała mnie za ręce i spojrzała mi głęboko w oczy. Patrząc w głębie jej fioletowych oczu, czułam jej radość, czułam to co ona teraz czuła. Nie jestem pewna ile ona mogła tam siedzieć, ale wnioskując po jej radości można było się domyślić że bardzo długo. 
-Chodź, musimy uciekać bo zaraz zaczną nas szukać. Możesz już biec?
-T-Tak.
Wymieniłyśmy jeszcze raz spojrzenia i pobiegłyśmy przed siebie. Kilka godzin później, byłyśmy już w innej części miasta, tej jasnej i kolorowej części.. Nie sądziłam że jeszcze kiedyś tu wrócę.. Okolica w jakiej znajdował się sierociniec była bardzo biedna i opustoszała, w ogóle nie czuć było ciepła tamtego miejsca.. Po tej stronie nawet słońce wygląda inaczej..
-Już wiem!
-Huh?
Spojrzałam na Kite, która szła przede mną.. Nagle odwróciła się uradowana i spojrzała w moją stronę.
-Kiku-chan!
-Hęę?
-Kiku-chan, brzmi znacznie lepiej niż Kakizaku-cha. Kiku-chan! Pasuje ci?
-Ki-ku-chan? Ł-Ładnie..
-Ooo! Wiedziałam że ci się spodoba! Tylko dobry przyjaciel może wymyślić coś takiego! Kiiiiiku-chan!
-Przyjaciel?
Spojrzałam na uradowaną dziewczynkę, była taka szczera.. Jej postawa mnie zadziwiała, mimo zimna jakim została obtulona w sierocińcu nadal była radosna.. 
-Tak przyjaciel.. Jesteśmy przyjaciółmi, co nie?
-Jesteśmy?
-Zawsze tak po wszystkich powtarzasz?
-N-Nie..
-To trochę dziwne, ale nauczę cię jak rozmawiać z ludźmi.. Hmm... Może opowiesz mi o sobie?
-Co mam powiedzieć?
-Nie wiem.. Co najbardziej lubisz robić, czego nie lubisz. Jakie lubisz jedzenie, dlaczego dostałaś się do tej budy dla obłąkanych.. Cokolwiek, możesz mi powiedzieć o wszystkim! Posłucham!
Dziewczynka zawiesiła się na moim ramieniu i patrzyła na mnie swoimi ciepłymi oczami.
-No więc, Kiku-chan? 
Uśmiechnęła się do niej i zaczęłam o sobie opowiadać. Z początku mówiłam bardzo cicho i byłam onieśmielona, opowiadając o sobie komuś obcemu.. Z czasem stałam się śmielsza i opowiadałam jej o wszystkim. Co czułam w pewnych chwilach, jakie rzeczy i jacy ludzie mnie otaczali. Czułam że mogę jej zaufać, siedziała i słuchała mnie nie odzywając się ani słowem. Reagowała na każdy gest jaki wykonałam, uśmiechała się kiedy ja się uśmiechałam, smuciła się kiedy i ja byłam smutna.. W końcu nasza rozmowa zeszła na ten dzień.. Ten straszny dzień, który odwrócił moje życie do góry nogami..
-I wtedy nasz dom stanął w płomieniach.. Mama wbiegła do mojego pokoju i wzięła mnie na ręce.. Byłam zaspana, ale widziałam w okół siebie tylko czerwień płomieni, które buchały w naszą stronę. Miałyśmy już wyjść kiedy jedna z belek na nas spadłą. Upadłyśmy na ziemie, mama mnie puściła a sama została przygnieciona tą belką. Próbowałam jej pomóc ale nie mogłam.. Belka była za ciężka. Do domu wpadł tata i próbował uratować mamę, ale oboje zginęli.. Zjadło ich coś podobnego do byka.. Oczy tej zjawy świeciły się czerwienią, a z jego szczęk wypływały strumienie krwi.. Między jego ogromnymi zębami, zwisała głowa mojej mamy.. I wtedy..
Wybuchłam płaczem, nie mogłam się powstrzymać.. Łzy które od dawna spływały po mojej twarzy, teraz przerodziły się w wodospad.. Zakryłam twarz dłońmi i oparłam głowę o kolana.. Chwilę później poczułam chłodne ręce Kity, która mocno mnie przytulała.
-Nie martw się Kiku-chan, ja cię obronie..
-Kita-chan..
Spojrzałam swoimi załzawionymi oczami, w jej szkliste oczy. Wiedziałam że chce jej się płakać, ale próbowała być silna, dla mnie. Zebrałam się w sobie i postanowiłam dokończyć swoją opowieść..
-I wtedy to wielkie bydle zbliżało się do mnie, stałam wbita w drzwi i nie wiedziałam co robić.. Zaczęłam uciekać do kuchni, ale byk zastawił mi drogę, uderzając mnie swoimi przerośniętymi rogami.. Pod wpływem uderzenie moja głowa wbiła się w ścianę.. Ten demon biegł w moją stronę, byłam pewna że umrę.. ale do domu wbiegło kilku ludzi w czarnych habitach.. Cytując jakieś wersy, spryskiwali demona wodą święconą. Chwilę później zniknął. Jeden z nich wziął mnie na ręce i wybiegliśmy z domu.. Dalej już nic nie pamiętam.
Kita wlepiała we mnie wzrok, zdawało się że chciała mi coś powiedzieć.
-Kita-chan? Coś się stało?
-Widziałaś demona?
-W-Wydaje mi się że tak.. 
-Bo widzisz.. Może to głupie, ale ja też..
-Widziałaś jakiegoś?!
-T-Tak.. i to nie raz.. Cały czas jakieś widzę.. 
-Nawet w tej chwili?
-Prawdę mówiąc to tak..
-Czyli nie mam zwid?!
-Też je widzisz?!
-Mhym!
-Rany, obydwie nie jesteśmy normalne! 
-Tak!
Przytuliłyśmy się mocno i pobiegłyśmy dalej. Czułam się znacznie lepiej, znowu poczułam się wolna i nie ciążyło mi już nawet to że widzę jakieś dziwne zjawy. Z Kitą czułam się wspaniale, od tamtej pory byłyśmy jak siostry..
Nadeszła zima, Kita-chan jak zwykle szukała czegoś czym mogłybyśmy rozpalić ognisko. Każdą noc spędzałyśmy w kanałach, obok rur z ciepłą wodą.. Nie marzłyśmy, szczególnie wtedy kiedy Kita przytulała się do mnie i razem zasypiałyśmy w cichy. Co rano biegałyśmy w poszukiwaniu jedzenia, może to złe, ale zdarzało się że którejś z nas udało się coś ukraść. Pomagałyśmy ludziom, a oni w zamian rzucali nam parę groszy.. Czasami Kita stawała na murku w centrum miasta i śpiewała kolędy, albo inne pieśni religijne.. Otóż Kita-chan miała anielski głos, ludzie byli oczarowani słuchając jej śpiewu. Ja natomiast stałam i zbierałam wtedy pieniądze. Przeżyłyśmy zimę, w końcu nadeszła wiosna. Kita i ja dogadywałyśmy się świetnie, spędzałyśmy ze sobą dużo czasu rozmawiając o zespołach muzycznych, jakiś plotkach, o wszystkim. Nie przejmowałyśmy się tym że nie mamy gdzie spać i coraz trudniej było nam znaleźć coś do jedzenia. Czułyśmy się dobrze w swoim towarzystwie. Moja nowa siostra opowiedziała mi o tym, jak pani dyrektor oddawała ją ludziom, którzy ją bili i wykorzystywali do pracy, a potem zwracali ją jak śmiecia. Opowiedziała mi że pewnego dnia, przyszedł do sierocińca niechlujnie ubrany facet, który chciał zabrać któreś z dzieci. Niestety padło na Kite, która siedziała cicho w piwnicy.. Kiedy dojechała do domu, zastała w nim kobietę, która była bardzo chora.. Całymi dniami leżała w łóżku, a prace którą powinna wykonywać, wykonywała za nią Kita.. Pewnego letniego popołudnia, facet który nazywał się Osai, zawołał Kite-chan i rzucił w nią butelką. Biedaczka dostała w głowę, a on nie przestawał się nad nią znęcać.. Szarpała się i wierzgała, ale on nie przestawał.. Zerwał z niej ubranie i zrobił coś strasznego, czego nie można było mu wybaczyć.. Po tym wydarzeniu, jej przybrana matka umarła.. Kite zabrali do szpitala, całą we krwi, zgwałconą, duszoną.. Mówiła że była wyczerpana.. Dziewczynka wróciła do jego domu i w końcu przyznała się że miała dość.. Opowiadała mi jak wbiegła na most i modląc się o niebo wskoczyła do głębokiej rzeki.. Faktem jest że Kita nie potrafi pływać, więc było prawie pewne że się utopi, ale kiedy się obudziła znowu była w sierocińcu. Siedziała na swojej kołdrze, w mokrej, śmierdzącej piwnicy.. Opowiadała o wszystko z uśmiechem na ustach, powiedziała że przez takie chwile, nauczyła się doceniać każdy nawet najdrobniejszy szczegół, jaki niesie jej kolejny dzień. Swoją opowieścią sprawiła że zaczęłam ją szanować i doceniać jej starania jeszcze bardziej. Była tak wspaniałą osobą, zawsze uśmiechnięta, roześmiana, miła i uczynna. Mimo tego że codziennie przeżywała koszmar, dalej cieszyła się życiem. Oddawana z rąk do rąk, ludziom którzy byli dla niej podli i znęcali się nad nią.. Biedaczka nawet nie znała swoich rodziców, powtarzała cały czas, jedno i to samo.
-Bóg patrzy teraz na mnie i mówi, że kiedyś będziesz silna i odpłacę ci krzywdy jakie musisz teraz znosić.
Jej wiara w siebie i w ludzi, pozwoliła mi otworzyć się na innych. Wiosna mijała, po przyjściu upalnego lata byłyśmy już nad innych przedmieściach miasta. Przedmieścia te były ciche i spokojne, krajobraz malujących się domów, był bardzo zachęcający więc postanowiliśmy tam zostać. Idąc uliczką, zauważyłyśmy jak jakieś starsze od nas dzieciaki znęcają się nad biednym starym psem. Porywcza i zawsze gotowa do działania Kita podbiegła do nich i stanęła w obronie leżącego psa.
-Potwory! Zostawcie go!
-Ooo, patrzcie no, jaka bohaterka. Lepiej nie wtrącaj się w nie swoje sprawy! Zmykaj do mamusi, dziewczynko.
-Żebyś ty czasami do niej nie uciekał!
Przyglądałam się całej sytuacji. Trójka starszych chłopców kopała Kite, która nie pozostawała im dłużna. Dziewczynka gryzła ich i okładała pięściami, niestety ale była za słaba. Przegrała pojedynek z trójką zbirów, którzy z szerokim uśmiechem odeszli od krwawiącej Kity. Dziewczyna nie zważając na swoje rany podeszła do psa i głaskała go powtarzając, że trójka degeneratów już sobie poszła i jest bezpieczny. Stary pies polizał Kite po twarzy i uciekł w głąb uliczki. Siedząca na betonie dziewczynka westchnęła i uśmiechnęła się pogodnie.
-Kita-chan..
-Nic mi nie jest..
-Krwawisz..
-To nic..
Wstając na nogi wytarła z pod nosa krew i znowu ciepło się uśmiechnęła. Miała podrapane kolana, rozciętą wargę i skroń, a z nosa leciała jej krew. Była wspaniała, chce być jak ona, chce stać się tak samo silna.
-Uratowałaś go.
-Tak. Bo widzisz Kiku-chan, trzeba pomagać tym którzy nie mogą poradzić sobie sami. Nie wolno przechodzić obojętnie obok czyjegoś cierpienia.
-Kita-chan..
-Jeżeli ty im nie pomożesz, nikt tego nie zrobi. A teraz chodź, poszukamy czegoś do zjedzenia.. Jestem strasznie głodna.
Patrzyłam na dziewczynę szeroko otwartymi oczami, nie mogłam wyjść ze zdumienia.. Ból nie jest w stanie złamać tej dziewczyny, jest więcej niż silna.. Ona jest bohaterem, aniołem w ludzkiej skórze..
-Idziesz.. Kiiiiiku-chan?
-Tak!
Pobiegłam do niej i złapałam ją za głowę. To wydarzenie sprawiło, że chciałam stać się jak ona.. Chciałam stać się aniołem, jakim ona była.. Lato minęło szybko, tak samo jak jesień.. Zima też szybko się kończyła. Od moich urodzin, które były na początku października, nie zdejmowałam z siebie naszyjnika jaki dała mi Kita-chan. Małe wiszące serduszko zwisało z mojej szyi, żaden prezent jeszcze nigdy nie sprawił mi tyle radości..
-Kita-chan?
-Hęę?
-A kiedy ty masz urodziny?
-Moje urodziny?
-Tak.. chyba wiesz kiedy je masz, prawda?
-No pewnie że tak! Urodziłam się dwudziestego piątego grudnia. 
-W Boże Narodzenie?!
-Mhym..
-Więc naprawdę jesteś aniołem!
-Huh? Ja? Aniołem?
-No wiesz..
-Ojj Kiku, Kiku, nadal jesteś głupiutka! 
-Kita-chan! 
-Hahaha! 
Skoczyłam w jej stronę i sturlałyśmy się z jednej z górek. Obydwie byłyśmy całe w śniegu. Leżałyśmy w białym puchu i patrzyłyśmy w niebo, dzisiejszego wieczoru było one czyste niczym łza.. Gwiazdy które mieniły się, jak małe diamenciki sprawiały że każda z nas odczuwała spokój.
-To już niedługo..
-Co?
-Twoje urodziny...
-Naprawdę?
-Tak..
-Myślałam że jest lato!
-Kita-chan..
Ona cicho zachichotała i znowu spojrzała w gwiazdy.
-Wiesz że oni nie wrócą prawda?
-Wiem.. 
-Pewnie nawet nie wiesz gdzie są pochowani..
-Nie wiem, ale wiesz co?
-Co?
-Mam ciebie.. Jesteś moją siostrą Kita-chan.
-A ty moją Kiku-oneechan
Patrzyłyśmy na siebie i uśmiechałyśmy się radośnie. Mimo że byłam od niej starsza tylko o kilka miesięcy, ona traktowała mnie z szacunkiem. Czułam się przy niej mała, mogłam tam niewiele, w ogóle nie byłam silna, a ona? Ona była rozbrykana, odważna, pyskata, ale miła.. Była dla mnie jak prawdziwa rodzina..
-Mam pomysł!
-Hęę?
-Chodź szybko, zanim zupełnie się ściemni.
-Ale gdzie?
Kita złapała mnie za rękę i pobiegłam za nią.. Prawdę mówiąc w ogóle nie mogłam za nią nadążyć, biegała tak szybko że ledwo nadążałam zmieniać nogi. Po kilku minutach znajdowałyśmy się na jednym z cmentarzy. 
-Przyprowadziłaś mnie na cmentarz?
-Tak! Może uda nam się znaleźć twoich rodziców.. Przestałabyś się martwić i wiedziałabyś gdzie ich szukać jeżeli kiedyś by ci ich bardzo brakowało. Przyjdziesz i porozmawiasz z nimi, kiedy tylko będziesz chciała!
-Kita..
Ona tylko się uśmiechnęła i podbiegła do strażnika który siedział w swojej budce.. Stałam przed drzwiami i czekałam aż Kita wyjdzie z budki.. Jakieś dwie minuty później dziewczyna, podbiegła do nie złapała mnie za rękę i rzuciła się w stronę bramy.
-Gdzie biegniemy?
-Do twoich rodziców..
-Co?!
Znowu nie mogłam za nią nadążyć, ledwo dotykałam nogami ziemie.. Kita była naprawdę szybka. Przez kolejne pięć minut biegłam za nią, mijając wiele grobów, aż w końcu się zatrzymałyśmy. Kita puściła moją rękę, a ja łapczywie łapałam oddech.. 
-Cholera!
-Co?
Podeszłam do niej i spojrzałam w stronę rodzinnego grobu. Na kamieniu który leżał na ziemi widniał napis : Rodzina Mokudachi.
-Było blisko.
-Cholerny strażnik zrobił mnie w konia!
-Może najzwyczajniej się pomylił..
-Nie! Powiedziałam mu wyraźnie.. M A K U D A.. Przygłuchy dupek..
-Haha.. Chodź stąd Kita-chan..
Bez słowa dziewczyna poszła za mną, szłyśmy w stronę wyjścia kiedy nagle usłyszałyśmy jakieś ciche warknięcie..  Odkręciłyśmy się i spojrzałyśmy za siebie.. Niedaleko nas stały trzy ogromne kundle, które śmierdziały jak rozkładające się już zwłoki. Psy były nienaturalnego wzrostu i miały nietypową budowę ciała. Blizny i pozszywane ciało, nadawały im jeszcze bardziej złowieszczy wygląd. Poczułam ucisk w nadgarstku i znowu zaczęłyśmy biec, spojrzałam na Kite, która pędziła przed siebie jak szalona.
-K-Kita-chan..
-To demony! Złe demony!
-C-Co?!
Biegłyśmy przed siebie, ale niestety nie udało nam się uciec, jeden z psów wylądował przed nami.. Obydwie upadłyśmy na ziemie i wpatrywałyśmy się w psa.. Znowu usłyszałam przeraźliwe warknięcie za moimi plecami. Kolejne dwa kundle czekały już na nas, w pełni gotowe na konsumbcje.. 
-Kita-chan..
-Zaraz coś wymyśle..
Kiedy jeden z psów, rzucił się w naszą stronę, nad nami pojawiła się jakaś biała postać.. Zauważyłam twarz chłopca znacznie starszego od nas.. Z jego pleców wystawały śnieżnobiałe skrzydła, a w ręku trzymał ogromną złotą włócznie..
-K-Koichi-kun?
-Kita-chan, znasz go?
-T-Tak..
Patrzyłam na jej zdziwioną twarz, mój wzrok znowu powędrował na chłopaka, który walczył z jednym z ogromnych psów. Jednym celnym ruchem włóczni, przebił głowę demona, który zniknął zamieniając się w proch. 
-Uciekajcie!
Spojrzałam na chłopaka..
-A-anioł..
-Szybko, Kiku-chan.
Kita znowu złapała  mnie za nadgarstek i rzuciłyśmy się do ucieczki. Odwróciłam głowę, żeby zobaczyć co z chłopcem.. Anioł siłował się z kolejnym psim demonem.. 
-Kiku-chan, zostań tu na chwile..
-Co?! Gdzie idziesz! Kita!
Dziewczyna wybiegła z krzaków i pobiegła w stronę walczącego chłopaka. Nie wiedziałam co mam robić, siedziałam skulona w krzakach, czułam jak całe moje ciało znowu paraliżuje strach. Nie mogłam pozwolić, żeby mojej siostrze coś się stało.. Wybiegłam z krzaków i pobiegłam po jej śladach. Podniosłam wzrok i zobaczyłam faceta.. Wysoki, ciemnowłosy mężczyzna, z opaską na oku stał i z uśmiechem przyglądał się walce, z ciekawości powędrowałam za jego wzrokiem. Zauważyłam że anielski chłopiec rzuca dziewczynie jakieś dwa sztylety..
-Kita-chan!
-Hęę? Kiku uważaj!
Odwróciłam się i spojrzałam za siebie. Tuż nade mną stał olbrzymi pies, zanim zdążyłam cokolwiek zrobić już wbijał we mnie swoje ostre jak brzytwa zęby. 
-Kiku-chan! 
-Złącz miecze Kita! Złącz je!
Spojrzałam na krzyczącego chłopaka, który wbijał właśnie jednemu z kundli włócznie w głowę... Demon, który mnie trzymał zanurzył głębiej swoje zęby w moim ciele, a ja zaczęłam krzyczeć z bólu, obraz zaczął się rozmywać a ja sama, poczułam ogromny ból..
-KIKU-ONEECHAN!!
Otworzyłam oczy i zauważyłam płaczącą twarz Kity.. Pierwszy raz widziałam ją płaczącą, na jej śnieżnobiałej twarzy lśniły czyste łzy. Złapałam ostatni oddech i jeszcze jeden, ten ostatni raz spojrzałam na swoją młodszą siostrę.. Otwierając oczy dostrzegłam wybuch fioletowego płomienia, który otaczał Kite.. Jej zapłakana twarz, wyrażała teraz jedynie wściekłość..

~Koichi

Wyszedłem przed bar i czekałem na Yukio, który właśnie kończył swoją rozmowę z panem Pheles'em. Muszę porozmawiać z nim o sprawach związanych z Kitą i o tym co może ją łączyć z Rin'em. Nie wiem jednak czy powinienem to robić.
-Koichi-kun?
Spojrzałem za siebie i zobaczyłem młodszego Okumure.
-Chciałeś ze mną rozmawiać prawda?
-Tak.
-Więc o co chodzi?
-Chciałbym..
-Porozmawiać o naszym rodzeństwie. Wiem, chciałem prosić cię o to samo. Jednak uważam że powinniśmy wyjaśnić sobie pewne sprawy na osobności.
-Jest coś, o czym musisz wiedzieć..

_________________________________________________________________
Ciam ciampapam! No więc napisałam rozdział, dość nietypowy, gdyż opowiada on przeżycia Kiku-chan, o której wspomniałam Bodajże w poprzednim rozdziale. Chciałam przybliżyć wam trochę relacje jakie panowały między nią, a Kitą, no wiec chyba mi się udało.. Nie wiem do końca ale wydaje mi się że jest ok. Na koniec, dodałam trochę Koichi'ego :D To chyba na tyle, mam nadzieje że zabiorę się dziś jeszcze za kolejny rozdział tym razem już zgodny <po części>  z odcinkiem :D Łuhuhu! No to lecę dziabki byebye~